Marek Konieczniak
O zmianie, reformie i górze lodowej słów parę


Stoimy w przededniu wprowadzenia reformy w polskiej oświacie. Dyskusja i emocje z nią związane nie ustają. Środowiska nauczycielskie wracają do tematu w czasie dłuższych i krótszych przerw między lekcjami, zastanawiając się, jak te zmiany wpłyną na polską szkołę. Fakty są takie, że wszyscy zmian w oświacie chcemy, a równocześnie trochę się ich obawiamy.

Nie da się ustrzec od zmian - panta rei

Każda reforma, niezależnie od przypisywanych jej celów, jest pewną zmianą istniejącego stanu rzeczy. Dlatego, żeby zrozumieć istotę reformy i móc ocenić jej wagę, potrzeba przynajmniej chwili namysłu nad tym, czym jest zmiana.

Człowiek od zarania dziejów starał się opisywać otaczającą go rzeczywistość, nakładając na nią modele swego myślenia, każąc jej być tym, czym uważał lub wierzył, że ona jest. Rozwój ludzkiej myśli to nic innego, jak nieustanne wypieranie jednego modelu przez następny. Ta sama rzeczywistość zyskuje nowy opis, nowy paradygmat, a przez to nowe rozumienie, nową interpretację istniejących na zewnątrz nas faktów. Proces przejścia od jednego modelu do kolejnego to proces zmiany. Sądzę, że taką definicję można przyjąć również na użytek myślenia o polskim szkolnictwie.

Takie pojmowanie procesu zmiany rzuca światło na pewien aspekt, niezbędny do zrozumienia szkoły jako instytucji - szkoła bowiem, z samej definicji, jest miejscem zmiany. Proces zmiany przynależy szkole od momentu jej powstania. Jeśli proces zmiany to przejście od jednego modelu myślenia do następnego, to przecież jest to coś, co zachodzi w każdym uczniu. Mały Jaś przychodzi do szkoły ze swoją koncepcją rzeczywistości. Młodzieniec Jan opuszcza ją na ogół z inną koncepcją, zmodyfikowaną, zweryfikowaną, jakościowo różną od tej, z którą przyszedł. Dokonała się w nim zmiana. Szkoła jest więc instytucją zmiany, aktywatorem i współuczestnikiem procesu zmiany. Szkoła wywołuje zmiany i im towarzyszy, wspiera je lub wyhamowuje. Szkoła żywi się zmianą i cały czas jest jej świadkiem. Z takiego punktu odniesienia łatwiej zrozumieć, skąd bierze się tak intensywnie odczuwana potrzeba reformy szkolnictwa. Szkoła sama powinna się zmienić, ponieważ jej celem a priori jest generowanie zmian. Szkoła nie może bezkarnie trwać w dotychczasowej postaci, gdyż model rzeczywistości proponowany młodym ludziom powinien stale ewoluować.

Powyższe stwierdzenia są faktem, bez względu na to, czy ludzie związani ze szkołą są tego świadomi, czy nie. Niemniej jednak bycie świadomym tej oczywistości ma olbrzymie konsekwencje, o czym - nieco dalej.

Ludzie i organizacje są jak góry lodowe

Reforma, o której mowa, dotyczy edukacji ujętej w pewne ramy organizacyjne. Spróbujmy się temu przyjrzeć, wychodząc od definicji sformułowanych przez Alana Paiseya[1]. Otóż jego zdaniem:

Edukacja jest osobistym procesem uczenia się, na skutek czego wartości, postawy, wiedza i umiejętności zostają przyswojone i zintegrowane.

Organizacja to ludzie, nie rzecz.

Zamiast rozwijania i uzupełniania przytoczonych określeń, aby zobrazować problem, o którym za chwilę, posłużę się dwoma schematami, również z literatury angielskiej[2]. Pierwszy to model góry lodowej organizacji.

Drugi[3] - przedstawia graficznie model kompetencji.

Z powyższych definicji i graficznych modeli wynika dość jasno, że reformę szkolnictwa stosunkowo łatwo jest wprowadzić w jej części formalnej - mam na myśli nowe programy nauczania, nowe rozwiązania organizacyjne, nowe ustawy i rozporządzenia. Wszystko to organizuje przestrzeń, która poddaje się formalnym zabiegom zarówno w przypadku organizacji, jak i jednostki. Model kompetencji jest przecież wyobrażeniem nauczyciela czy ucznia. To on zdobywa nowe kompetencje lub modyfikuje, zmienia te, z którymi przyszedł. Niemniej jednak widzimy, że przestrzeń ta jest tylko czubkiem góry lodowej. O wiele trudniej poddać zmianom część ukrytą, której waga jest znacznie większa. Jest to podstawa, na której wspiera się organizacja. Jest to podstawa, na której wspierają się kompetencje nauczycieli oraz uczniów, którzy nabywają je w procesie kształcenia. Istotą zmiany jest więc dotarcie o wiele głębiej niż to wynika z formalnych rozwiązań reformy. Zmiana musi wpływać na postawy i wartości, kształtować je. Znamienne jest, że w definicji edukacji przytoczonej powyżej właśnie wartości i postawy wymienione są na początku jako najważniejsze. Dopiero później mowa jest o wiedzy i umiejętnościach. Podkreślony jest również fakt, że edukacja to doświadczenie osobiste, indywidualne. Uczący się jest podmiotem w procesie swojej własnej przemiany, a nie przedmiotem.


Rys. 1. Model organizacji (a jest nią także szkoła), przypomina górę lodową.

Rys. 2 Oto, co się składa na naszą kompetencję.

Widzimy więc, że kierowanie zmianą jest o wiele bardziej złożonym procesem niż tylko formalne wdrożenie nowych programów nauczania czy nowych rozwiązań strukturalnych. Zmiany muszą objąć bardzo dużą grupę ludzi związanych ze szkołą, od ucznia poczynając a na rodzicach kończąc. Bardzo istotne jest więc pytanie: na ile planowane zmiany są w stanie wpłynąć jakościowo na postawy i wartości?

Pamiętajmy jednak, że szkoła jest z natury instytucją zmiany. Ponadto, w procesie przemian, jakim podlegają uczniowie, to, co najważniejsze jest głębiej niż wiedza i umiejętności. Oba te stwierdzenia dają nam podstawę, by spojrzeć na szkołę z optymizmem. Właśnie to chciałem powiedzieć - z optymizmem. Nie oznacza to, że nie jestem świadom wszystkich braków, ograniczeń i niedoskonałości jakie trawią polską edukację. Jednakże jestem przekonany, że trzeba pracować nad poprawą stanu rzeczy i nie godzę się na to, by owe niedoskonałości determinowały mój punkt widzenia.

To, co najcenniejsze - jest w nas

Tak jak wszyscy, mam za sobą doświadczenie bycia uczniem. Tak jak znakomita większość Państwa mam za sobą także doświadczenie pracy w szkole. Zarówno jedno, jak i drugie było dla mnie bardzo cenne. I w jednym, i w drugim wypadku były to dla mnie okresy istotnych zmian. Z małego dzieciaka, dumnie noszącego swój pierwszy tornister, stałem się po 12 latach młodym mężczyzną wchodzącym w dorosłe życie. W jakiś czas później, po pierwszym roku pełnienia funkcji dyrektora szkoły, uświadomiłem sobie, że towarzysząc zmianom moich uczniów, sam im podlegam, weryfikując swoje przekonania, opinie, postawy. Weryfikacja nie zawsze oznacza całkowitą zmianę jakości. Weryfikacja to również pogłębienie zrozumienia pewnych prawd. A jedną z nich jest właśnie uświadomienie sobie, że głównym celem edukacji nie jest tylko wiedza, przyrost posiadanych informacji, nawet nie rozwój intelektu, lecz zmiana postaw i wartości, do których dochodzi się w procesie uczenia i nauczania. To wcale nie oznacza, że poziom nauczania nie jest istotny - właśnie powinien być bardzo wysoki, lecz nie powinien być celem samym w sobie. Młody człowiek szuka przede wszystkim odpowiedzi na pytania, jak żyć i czym jest życie, i gdy czasami szuka odpowiedzi poza normami społecznymi, gdy sięga na przykład po narkotyki, to oznacza to, że świat ludzi dorosłych nie jest w stanie przekonać go do wartości i postaw, którym sam hołduje.

Skąd więc ostatecznie płynie mój optymizm? Nie ma takiej reformy, takiej ustawy czy takiego zarządzenia, które mogłyby w pełni regulować kwestie wartości i postaw. Mogą one tylko im sprzyjać lub stać z nimi w sprzeczności. Ostatecznym decydentem jednak jestem ja sam. To ja decyduję, jak będę wykorzystywał czas swojej obecności w szkole. Nawet oczywiste absurdy biurokratycznych zarządzeń nie przeszkodziły wszystkim tym wspaniałym nauczycielom, których każdy z nas gdzieś spotkał na swej drodze, w byciu dla nas przyjaciółmi i mistrzami.

Pesymiści zaczną narzekać, że nauczycieli z prawdziwego zdarzenia już dziś nie ma. Każde "kiedyś było inaczej" jest pierwszym sygnałem starzenia się i umysłowego skostnienia. Zawsze jest inaczej, bo zmieniają się warunki zewnętrzne i środowisko. Zawsze jest przy tym tak samo, bo człowiek tak naprawdę wydaje się być inny od swych przodków tylko w swej zewnętrzności. W głębi trapią go takie same problemy tożsamości, sensu życia, pytanie o wartości i postawy. Zmienia się forma poszukiwań, lecz treść pozostaje ta sama. Dlatego też i dziś można spotkać wielu wspaniałych ludzi, którzy chcą żyć, życie kochają i rozumieją. Na pewno wielu z nich jest również nauczycielami. Im pełniejszym człowiekiem jest nauczyciel, tym więcej potrafi dać. Inaczej mówiąc, nie jest w stanie dać tego, czego nie ma. Uczymy sobą i siebie przekazujemy, nie tylko encyklopedyczne fakty. Jeśli nauczyciel jest tylko świetnym fachowcem, to jeszcze mało. Wiem, że jest wielu nauczycieli, którzy są w stanie sprostać wymaganiom naszych czasów, nie boją się być sobą i potrafią samym byciem dać młodym ludziom ofertę wartości i postaw. Pomimo błędnego koła deprecjonowania tego zawodu przez sprzeczną ze zdrowym rozsądkiem politykę finansowania edukacji, każdy dyrektor i każdy nauczyciel, jeśli tylko świadomie decyduje się na pracę w szkole, może bardzo dużo zrobić dla swoich uczniów i dla siebie.

Czy wystarczą dobre chęci?

Szkoła to organizm, który w skali mikro odzwierciedla to, co wokół dzieje się w skali makro. Szkoła jest miejscem ciągłych zmian i ciągłych narodzin problemów, bowiem takie jest życie, które zmienia się i rozwija właśnie dlatego, że nieustannie rozwiązuje jedne problemy i stwarza następne.

Czy są jakieś sposoby na zapanowanie nad owymi zmianami, na uporządkowanie ich, na pokierowanie nimi? Zapewne tak, choć nie jest to łatwe zadanie, zwłaszcza w skali makro. Nie to jest jednak - według mnie - najważniejsze. Z natury rzeczy wynika, że zmiany będą następowały i, bynajmniej, nie trzeba się ich obawiać. Nie należy jednak utożsamiać ich z formalną warstwą, w której są najłatwiej zauważalne. Czubek góry lodowej zawsze kryje w sobie niespodziankę tego, co niewidoczne i sam w sobie nie jest najważniejszy. Ignorowanie tego, co ukryte, może się skończyć tragicznie.

Póki co, statek polskiej oświaty płynie, choć przez parę dziur w burtach leje się woda. Czy reforma naprawi wszystkie uszkodzenia? Jeśli zależałoby to tylko od jej treści i kształtu, to można by żywić wiele obaw. Reformę będą wprowadzali jednak ludzie i tutaj będzie przestrzeń do działań dla wszystkich zainteresowanych. Im więcej będzie otwartości na to, co naprawdę istotne, tym większa szansa, że wskutek zmian uda się zrealizować zamierzone cele. Jest wielu entuzjastów rozwoju i zmian. Jestem więc przekonany, że nie przemogą ich ani złe, ani dobre reformy. Pierwsze będą utrudnieniem, ale tylko jako problem do rozwiązania. Drugie - będą wspierały twórcze działania i chwała im za to.

Jak już wspomniałem - charakterystyczną cechą życia są zmiany. W ich centrum zaś stoi człowiek. Kierować zmianami to kierować ludźmi. Zarządzając jakąkolwiek organizacją tylko w jej warstwie formalnej, stajemy w pół drogi. Nawet najbardziej perfekcyjnie uporządkowane zarządzanie jeszcze nie gwarantuje sukcesu.

Używanie najnowszych zdobyczy techniki w zarządzaniu, także szkołą, to za mało. Szkołę można na przykład skomputeryzować, czyli wyposażyć w komputery, ale jest to jedynie zabieg w warstwie formalnej. Można ją jednakże zinformatyzować, czyli autentycznie zarazić społeczność twórczymi możliwościami, jakie daje komputer i to jest zejście głębiej.

Jakie będą owoce nadchodzącej reformy? Nie wiem. Osobiście wierzę, że wielu nauczycieli i dyrektorów z powołania wykorzysta maksymalnie to, co będzie im dane. Nie rezygnujmy z tego, czym możemy się podzielić z innymi i czego żadna urzędnicza machina nie jest w stanie kontrolować.


[1] "Organization & Management in Schools", str. 3
Powrót
[2] "School Leadership fpr the 21st Century", str. 100
Powrót
[3] "School Leadership fpr the 21st Century", str. 47
Powrót