Semiotyka jest nauką badającą zależności pomiędzy znakiem a znaczeniem, znakiem a rzeczą, na którą ten znak wskazuje i ją oznacza. Znak jest więc symbolem zastępującym to, co reprezentuje. Znaki drogowe są dość oczywistym przykładem symboli zakazujących, nakazujących lub informujących. "Gest Kozakiewicza" jest również czytelną informacją, jaką nasz sportowiec przesłał moskiewskiej publiczności. Widok pukającego się w czoło kierowcy dość szybko kojarzony jest ze znaczeniem przekazu adresowanego do innych użytkowników dróg. Są to sytuacje na tyle powszechne, że nie mamy problemu z przełożeniem symbolu na treść.
Nie zawsze jesteśmy świadomi, że język, którym posługujemy się na co dzień jest również ciągiem symboli, wskazujących na znaczenia, jakie chcemy przekazać. Każde słowo to symbol stojący w miejscu tego, co oznacza. Na przykład słowo "szklanka" to składający się z liter symbol graficzny szklanego przezroczystego pojemnika, na ogół bez ucha, z którego pija się kawę czy herbatę. Okazuje się jednak, że dla Anglika czy Francuza "szklanka", "a glass", "un verre" to jak najbardziej szklany pojemnik, ale nie na herbatę, a już na pewno nie na kawę. Zamawiając herbatę w angielskiej restauracji, nie otrzymamy jej w szklance ze słomianym koszyczkiem (ach ta wschodnia pomysłowość). Być może w odpowiedzi na takie samo zamówienie w USA dostalibyśmy herbatę w szklance, ale zimną z kostkami lodu, bo w Stanach Zjednoczonych "tea" - to domyślnie "iced tea", i trzeba wyraźnie zaznaczyć, jeśli ma być inaczej. Okazuje się, że - choćby z racji kulinarnych tradycji czy szerzej - uwarunkowań kulturowych - zależność pomiędzy symbolem a rzeczą, którą oznacza niekoniecznie musi być jednoznaczna.
Wszyscy znamy bardzo dobrze te momenty, kiedy chcemy coś ważnego powiedzieć, wyrazić jakieś istotne treści, a nie potrafimy znaleźć odpowiednich słów, czyli symboli, oddających należycie to, co chcemy przekazać. Mówimy nawet czasami: "Słowa nie są w stanie tego wyrazić". Czego w istocie nie są w stanie wyrazić? Znaczenia, doświadczenia, całego bogactwa życia wewnętrznego, rzeczywistości. Każdy szanujący się adept mistyki wie, że podstawową rzeczą jest ucieczka od tyranii symboli opisujących rzeczywistość, bo podstawowym błędem, grzechem pierworodnym człowieka jest mylenie symboli z rzeczywistością.
Jest zauważalny co najmniej w trzech warstwach oprogramowania:
Drugi punkt uzmysławia nam, że oprogramowanie komputerowe jest samo w sobie mniej lub bardziej spójnym i komunikatywnym językiem. Jest ono narzędziem ułatwiającym nam pracę, przy czym odwołuje się do wiedzy zawodowej, którą posiadamy, jednak ma pewną formę, która może być całkowicie obca naszemu doświadczeniu. Mówiąc prościej, księgowa zna merytoryczną stronę swojej pracy, lecz nie zna symboliki oprogramowania, które ma być dla niej narzędziem. Często nie dostrzegają tego ci, którzy decydują o zakupie oprogramowania dla swych podwładnych. I nie wkalkulowują w koszty informatyzacji placówki kwot na przeszkolenie pracowników. Kupuje się np. program PŁACE 2000 w przekonaniu, że "pani płacowa" zrobi resztę. Przecież do oprogramowania dołączona jest instrukcja, a ponadto pani Henia liczy płace od 15 lat. Poradzi sobie.
Każdy, kto próbował nauczyć się obsługi programu komputerowego z książki, wie, że oprócz wysiłku, wymaga to czasu i jeszcze raz czasu. A panie zajmujące się naliczaniem płac i księgowaniem mają go ostatnio najmniej. Próba samodzielnego zgłębienia programu na podstawie podręcznika często kończy się frustracją i samooskarżeniem: "Albo mnie nie staje inteligencji i muszę pomyśleć o emeryturze albo dostałem książkę do innego programu". Fakty są natomiast takie, że wiedza w niej zawarta to zbiór znaków i symboli, odsyłających nas cały czas do konkretnej rzeczywistości ekranu komputerowego i klawiatury. Bez doświadczenia pracy z tym narzędziem wszystkie symbole/znaki odwołujące się do oprogramowania są mgliste tak długo, jak długo będziemy chcieli zrozumieć ten problem tylko z książki, czyli teoretycznie. To trochę tak, jak z opisem nowego superautomatycznego dziadka do orzechów, który sam wybiera orzechy, sortuje według kształtów, podaje w procentach zawartość witamin, łupie w wielu płaszczyznach itd. Przeważnie mamy jakieś doświadczenie dotyczące dziadka do orzechów (to jest właśnie nasza wiedza "fachowa", czyli inaczej znajomość zagadnienia), ale techniczny opis "dziadka XXI wieku" będzie dla nas czystą abstrakcją, dopóki go nie zobaczymy w działaniu. Czystą abstrakcją, czyli brakiem korelacji pomiędzy symbolem a rzeczywistością.
Przykładem ekstremalnym może być "ośmiołek". Czy wiedzą Państwo co to jest? Mój sąsiad jest entuzjastą ośmiołków i namiętnie na nie poluje, ale pytany co to takiego odpowiada: "Nie wiem. Jeszcze nie złapałem". Jak na razie więc, ośmiołek to dla nas obu czysty symbol czegoś kompletnie nieokreślonego. Czasami słucham, z rozbawieniem i lekkim niepokojem, rozmów telefonicznych moich synów z rówieśnikami: "Musisz zrzucić tę instalkę z sidika na twardziela i potem rozzipować, żeby zalogowanie się było możliwe". Oni wiedzą, o czym rozmawiają, ja trochę, a moja żona w ogóle. (Kwestia naszych dzieci i komputerów to temat na osobny artykuł).
Chińskie przysłowie głosi: "Raz pokazać to tyle, co pięć razy opisać". Używanie komputera jest umiejętnością, tak jak jazda na nartach czy gotowanie. Nie można nauczyć się jeździć na nartach, czytając samouczki białego szaleństwa. Nie sposób zostać mistrzem kuchni, studiując tylko książki kucharskie. Nie da się opanować w pełni programu komputerowego, wczytując się tylko w instrukcje. Czy podręczniki, dostarczane wraz z programami, są więc całkowicie zbyteczne? Skądże, bez nich trudno byłoby zostać samodzielnym użytkownikiem programu!
Relacja pomiędzy znakiem a opisywaną przez ten znak rzeczywistością jest jednak tym pełniejsza, im większe mamy doświadczenie, zwłaszcza wyniesione z obcowania z określonym wycinkiem tejże rzeczywistości. Godziny spędzone na zjazdach po górskich stokach dają nam cenne doświadczenie, o którym możemy później mówić czy pisać; uczą nas także głębszego rozumienia tego, co zdarzy nam się przeczytać czy wysłuchać o białym szaleństwie. Czas, kiedy oddajemy się kulinarnym eksperymentom, owocuje pełniejszym rozumieniem języka książek kucharskich. Aktywny udział w kursie obsługi programu jest bardzo szybkim i efektywnym sposobem na ujarzmienie i odmitologizowanie komputera.
Wszyscy potencjalni użytkownicy najdynamiczniej rozwijającego się narzędzia XX wieku! Nie dajcie się zwieść mitom i zabobonom, karmiącym się ignorancją laików! Komputer jest nie tylko dla informatyków! Komputer nie jest skomplikowanym narzędziem pracy! Czy potrzebny jest nam mechanik, żebyśmy mogli obejrzeć w domu film z kasety wideo czy użyć pralki automatycznej? Czy dzwonimy po fachowca, żeby upiec kurczaka w kuchence mikrofalowej? Fachowcy są nam potrzebni, gdy narzędzia się psują. Wówczas dopiero niezbędna jest wiedza eksperta. W codziennym użytkowaniu różnego rodzaju sprzętu potrzebna jest nam umiejętność posługiwania się nim. Nic więcej, ale i nic mniej. Umiejętność tę trzeba posiąść i nie da się tego zrobić, studiując ambitnie teorię. Ośmiołka trzeba złapać i obejrzeć. Komputer trzeba włączyć i popróbować posługiwania się nim.
Podręcznik użytkownika oprogramowania czytany przed kursem to dla wielu z nas zbiór magicznych symboli i znaków, które w niewielkim stopniu przystają do naszego doświadczenia i naszej wiedzy. Czytany po kursie, zamienia się w źródło cennej informacji. Znika hermetyczność przekazu. Praktyczny kurs obsługi danego programu obłaskawia to, co nieznane i pozornie trudne. W naszych umysłach tworzy się bardzo konkretne pole odniesienia. Symbole nabierają treści i zaczynają przystawać do naszego doświadczenia. Podręcznik staje się przewodnikiem, który przypomina nam to, co wykonywaliśmy w praktyce. Celem kursu nie jest jednak uczynienie z nas wirtuozów danego narzędzia informatycznego. Praktyka czyni mistrza, nie inicjacja.
Wiele osób, ucząc się na kursach, przechodzi przez fazę frustracji, i gdzieś z sali daje się słyszeć zduszony jęk: "Boże, jak ja to wszystko zapamiętam?!" To kolejny przykład, gdzie semiotyka, wiele by nam mogła wytłumaczyć. Jako uczniowie doświadczyliśmy, że uczenie się to głównie zapamiętywanie faktów. Tak też postrzegamy naukę posługiwania się oprogramowaniem komputerowym. Ucząc się obsługi programu, wielu z nas pragnie zapamiętać każdy ciąg wykonywanych operacji. Skrupulatnie zapisujemy każde przejście od jednej funkcji programu do następnej. Przy tak obszernym programie, jak na przykład PŁACE 2000, po dwóch dniach szkolenia ktoś, kto próbuje odtworzyć w pamięci każdy ruch myszką i przejście od okna do okna, skazuje się na niechybne poczucie zagubienia i zamętu.
Mam jednak pytanie: Czy ktoś z Państwa mógłby w tej chwili przypomnieć sobie wszystkie słowa, jakie zna? Nie jesteśmy w stanie tego zrobić. A mimo to, jeśli będzie taka potrzeba, to użyjemy odpowiedniego słowa w odpowiednim momencie. Na tej samej zasadzie wiele osób - w trakcie samodzielnej pracy po kursie - jest zaskoczonych tym, jak dużo pamiętają. Są zdumione tym, jak manualna umiejętność "poruszania się po programie" uzupełnia się z ich wiedzą dotyczącą dziedziny, w której pracują. Odkrywają, że symbolika oprogramowania koresponduje z doświadczeniem zdobytym na szkoleniu. Ośmiołek ujarzmiony, chciałoby się rzec.
Kiedy znakiem jest nazwa np. programu komputerowego, to relacja pomiędzy znakiem a jego znaczeniem jest szczególnie godna przeanalizowania. Nazwy jako takie są bardzo ciekawym i szczególnym przypadkiem symboli. Zadaniem ich jest bowiem wyrazić w bardzo skondensowanej formie treść, która powinna zaciekawić potencjalnego użytkownika oraz trafnie określić produkt. Przez swą skrótowość, nazwy produktów są jednak narażone na rozmaite interpretacje, niekiedy daleko odbiegające od oczekiwań ich twórców (Program Płatnika został już przemianowany na Program Płacznika). Za sprawą różnorodności naszych indywidualnych doświadczeń ta sama nazwa może budzić u różnych osób odmienne skojarzenia. Jest bowiem znakiem, który nieuchronnie będzie odwoływał się do wielu znaczeń.
Nazwa VULCAN dopiero na dziesięciolecie firmy doczekała się publicznego wytłumaczenia swej etymologii. Opierając się na własnych doświadczeniach, mogę domniemywać, że większość spośród jej odbiorców myślała o wulkanie tryskającym pomysłami i programami. Choć może są i tacy, którzy chcą widzieć w VULCANIE raczej symbol wulkanizacji oświaty. Wszak to piękna sztuka łatania dziur, a nasza oświata ma ich mnóstwo.
Sprawa nabiera wagi, jeśli przyjrzymy się ładunkowi informacji zawartemu w nazwach programów, składających się na system VULCAN PLAN. I tak KSIĘGA ZASTĘPSTW 2000 będzie pewnie interpretowana przez nauczycieli z punktu widzenia ich doświadczenia, wiedzy, czym jest tradycyjna księga zastępstw (brulion z rubrykami do wypełnienia). Nie spodziewają się więc zetknięcia z niczym fascynującym ani też skomplikowanym. Po cóż wobec tego program komputerowy?! W nazwie nie jest, niestety, zawarta informacja, że samo planowanie zastępstw, choć bardzo proste i szybkie za pomocą tego programu, to zaledwie część jego potencjału. Automatyczne obliczanie nadgodzin stałych. Zliczanie wszystkich zastępstw. Automatyczne uzupełnienie księgi wszelkimi niezbędnymi informacjami na temat zastępstwa, zastępcy i oddziału. Sporządzanie statystyk, które obrazują absencję nauczycieli, mogącą wpływać na efekty pracy dydaktycznej w szkole: kto ile razy był nieobecny, z jakiego powodu, czy odrobił i ile razy, ile było zastępstw przypadkowych, ile z nauczycielem uczącym w oddziale, czy procent nieobecności spowodowany L4 jest na pewno wyższy od tego z powodu wycieczek. Jak łatwość uzyskiwania tych wszystkich informacji ma się do nazwy KSIĘGA ZASTĘPSTW 2000? Powiem jedno, gdy zaczynałem posługiwać się tym programem, nie podejrzewałem go o tak wiele pożytecznych możliwości. Nie oceniajmy więc z pozorów. Oto rada, która może pomóc przy zakupie niejednego programu komputerowego. Dotyczy to wszelkiego oprogramowania, nie tylko wyprodukowanego przez firmę VULCAN. Nazwa nazwą, ale najistotniejsze jest, co ten program potrafi.
Zawsze warto natrętnie wypytać o możliwości programu. Nasza interpretacja nazwy może być mylna, a przynajmniej niekompletna - przyjmijmy to z pokorą. SEKRETARIAT UCZNIOWSKI 2000, ARKUSZ ORGANIZACYJNY 2000, PLAN LEKCJI 2000 - może te nazwy zbytnio narzucają się z pewnym utartym rozumieniem szkolnej rzeczywistości. Sekretariat... to dla sekretarki. Arkusz organizacyjny... - no wiem, taka duża płachta i mnóstwo roboty. Plan lekcji... - nie, z naszym planem żaden komputer sobie nie poradzi. Jeśli ktoś z Państwa ma podobne skojarzenia z nazwami tych programów, to są one tak dalekie od ich możliwości funkcjonalnych i przeznaczenia, jak kubańska pomarańcza od kalifornijskich mandarynek. Niby podobne, ale ci, co spożywali jedno i drugie, zaświadczą o trafności porównania.
Załóżmy, że ktoś w swoim życiu rozpoczął kontakt z cytrusami od tychże kubańskich pomarańczy. Prawdopodobne jest, że może uogólnić swoje doświadczenie i z nazwą "pomarańcza" będzie kojarzył mały, żółtozielony, twardy, trawiasty, czasami soczysty owoc. Jeśli teraz jeszcze założymy, że tak rozumiana pomarańcza nie przypadnie temu komuś do gustu, to gdy ktoś mu ją zaproponuje, łatwo możemy sobie wyobrazić jego reakcję: "Nie, dziękuję. Nie przepadam.". Pomarańcza - a raczej jej wyobrażenie w jego systemie znaków - odeśle go do znaczenia zakodowanego w jego umyśle. Powstało ono w kontakcie z rzeczywistością, co wcale nie oznacza, że jest tą rzeczywistością. Każda następna pomarańcza to nowa rzeczywistość i potencjał, niekoniecznie tożsame ze znaczeniem, przechowywanym w czyimś umyśle. Ileż może stracić ten ktoś, jeśli nie zaryzykuje zweryfikowania swojego rozumienia słowa "pomarańcza" i nie sięgnie po kalifornijską odmianę tego wspaniałego owocu...
Złe pierwsze doświadczenie związane z używaniem jakiegoś produktu, np. oprogramowania, powoduje, że każda następna podobna nazwa wyrobu może być interpretowana przez pryzmat wcześniejszych niemiłych doświadczeń. Znak będzie kojarzony automatycznie z ugruntowanym w ten sposób przeświadczeniem, a nie odnoszony do rzeczywistości i potencjału na przykład wspomnianego oprogramowania. Ktoś, kto sięgnął po pierwszą wersję programu KADRY/ PŁACE, być może zraził się dość prostymi rozwiązaniami niezbyt doskonałego, jak na ten czas, programu. Było to jednak pewnego rodzaju tymczasowe rozwiązanie i tylko takim miało być. W momencie gdy pojawiły się KADRY 2000 i PŁACE 2000, zmieniła się radykalnie jakość i forma. Tutaj nawet porównanie z pomarańczami zawodzi. A jednak spotkałem się z negatywną opinią na temat KADR 2000 i PŁAC 2000, którą ktoś opierał - tylko i wyłącznie - na swoim pierwszym niezadowalającym kontakcie ze staruszkiem-prototypem.
W ten sposób powstają obiegowe opinie; grzech pierworodny człowieka - mylenie symboli z rzeczywistością. Obiegowa opinia to poddanie się iluzji półprawd i fałszu. W końcu Adam mógł sprawdzić, jaki to owoc proponuje mu małżonka. Zadowolił się jej opinią, że jest smaczny i warto go spróbować. Obiegowe opinie to przekleństwo ludzkiego umysłu, skazanie się na bezustanne substytuty. Umysł kreuje pozór rzeczywistości, w istocie od rzeczywistości się oddalając. Stereotypy blokują moją percepcję. Trudniej mi poznać wieloaspektowość jakiejś sytuacji, bo albo ją z góry interpretuję w świetle utartych opinii, albo wręcz zamykam się na doświadczenie. "VULCAN? Nie, dziękuję, Kazia mi mówiła, że on jest: za trudny, zbyt skomplikowany, zbyt obszerny, mało elastyczny, dobry, ale nie chodzi w sieci, za drogi, za zbytnio zbytni..."
Wiele z tych opinii powstało wskutek odrzucenia programu, zanim zdołano poznać go do końca. Jest to częsty efekt wycofania się - przejścia do defensywy w obliczu trudności. Objaw niewiary we własne siły kogoś zostawionego sam na sam z Nieznanym. Samokształcenie wymaga bowiem samozaparcia. Czasami także wsparcia z zewnątrz. W przeciwnym razie może dojść do wytworzenia fałszywego obrazu rzeczywistości, rzutującego na jej ocenę. Zdarza się tak, gdy ktoś pracuje, używając programu od paru lat, a ciągle nie zna do końca jego potencjału, czasami podstawowych opcji. Słyszę na przykład: "Bardzo męczące jest przewijanie ogromnej listy nazwisk, żeby kogoś znaleźć" (to o KADRACH 2000 i PŁACACH 2000), a de facto wystarczy tylko nacisnąć klawisz z literą, od której zaczyna się nazwisko - i po kłopocie. Znam przypadki posługiwania się programem PLAN LEKCJI 2000 od dobrych dwóch, trzech lat - ciągle bez świadomości, że istnieje funkcja śledzenia zmian (F10), jedna z najbardziej użytecznych w tym programie. W niejednej szkole nie aktualizowano oprogramowania od lat i nadal używa się jego wersji, które dawno już otrzymały status zabytków.
Daleki jestem tutaj od stwierdzenia, że każdy krytyczny sąd wynika z niedouczenia lub jest opinią niesprawdzoną. Paradoksalnie, negatywne opinie są motorem rozwoju oprogramowania systemu VULCAN PLAN. Znaczna część uwag naszych klientów została uwzględniona i ostateczny kształt większości firmowych produktów to efekt współpracy z ludźmi używającymi ich na co dzień. Jesteśmy bowiem świadomi, że potrzeba pokory, by nie dać się zniewolić symbolom, myląc je z rzeczywistością, na którą symbole powinny tylko wskazywać, a nie ją zastępować. W tym sensie żaden nasz produkt nie jest skończony. Nie chcemy pozwolić, by nasze programy mumifikowały się w atmosferze samozadowolenia. To, co kiedyś zostało okrzyknięte rewelacyjnym, teraz może być ocenione mniej pochlebnie. Toteż żaden z naszych produktów nie pozostał taki, jak w dniu swej premiery. Każda następna wersja jest konsekwentnie ulepszana i rozbudowywana. W naszym systemie (a propos, czy słowo "system" to kolejny pusty symbol czy może mgliste pojęcie?[1]) są perełki i programy całkiem zwyczajne. Być może ich ranking zależy od subiektywnych preferencji, jednakże, aby je ocenić, trzeba się z nimi zapoznać. "Zapoznać" to słowo, które składa się aż z trzech słów. Dopiero gdy sięgnie my "za" i "po", to możemy przypisać sobie wiedzę. Do wiedzy można dojść sięgając "poza" utarte znaczenia i obiegowe opinie. Tego jednak nie da się zrobić ani korespondencyjnie, ani przez pośredników. I bardzo dobrze, bo na tym polega cały smak życia i... skuteczna informatyzacja. Ach, ta semiotyka.
| [1] | Tu w znaczeniu: zbiór współpracujących ze sobą programów komputerowych, ułatwiających
pracownikom szkoły szybkie, wielostronne i wygodne przetwarzanie informacji istotnych w procesie zarządzania. Powrót |