"W celu zapewnienia podstawowych praw rodziców konieczne jest stworzenie dla nich odpowiedniego zaplecza informacyjnego." "Nauczyciel, jako kluczowa postać w inicjowaniu współdziałania szkoła - - dom nie może zniechęcać się niepowodzeniami. Świadom korzyści dla dziecka płynących ze współpracy z jego domem, powinien właściwie bez przerwy ponawiać próby nawiązania kontaktu, indywidualizując metody, poszukując nowych form."
Oba powyższe cytaty pochodzą z przyjętego w ubiegłym roku szkolnym przez MEN oraz Radę Konsultacyjną ds. Reformy Edukacji Narodowej projektu "Rodzice w szkole. Rodzice i nauczyciele - płaszczyzny współpracy". Dokument ten powołuje się również na jeden z punktów Karty Praw i Obowiązków Rodziców, ogłoszonej w 1992 roku przez środowiska rodzicielskie Europy, który brzmi następująco: "Rodzice mają prawo dostępu do wszelkich informacji o instytucjach oświatowych, które mogą dotyczyć ich dzieci."
Autorzy cytowanych wyżej materiałów ogromne znaczenie przypisują sprawnej wymianie informacji na styku szkoła - dom rodzinny ucznia. Wszyscy wiemy, że ten obszar działań kuleje w większości polskich szkół. Do typowej polskiej podstawówki czy ogólniaka rodzice są oficjalnie zapraszani zaledwie 2-4 razy w roku na spotkania z wychowawcami klas. Choć większość dyrektorów zapewnia na prawo i lewo, że rodzice są w szkole zawsze mile widzianymi gośćmi, to w praktyce rodzic, który pojawi się w niej niespodziewanie, czuje się najczęściej jak gość nieproszony. Przy tym nie wynika to z niczyjej złej woli, ale jest skutkiem niezależnej od nauczycieli organizacji ich pracy. Jak to bowiem wygląda na co dzień? Rodzic udający się do szkoły, nie znając planu lekcji, ma kłopot z zastaniem poszukiwanego nauczyciela. Najczęściej ma także trudności, jeśli chce z nim porozmawiać telefonicznie - nauczyciele przecież nie czekają "pod telefonem", jak pracownicy biura. Jeżeli już dojdzie do spotkania, to i tak nie ma najczęściej czasu na rozmowę, bo przerwy są krótkie, a po nich trzeba biec na kolejną lekcję. Na dodatek w większości polskich placówek oświatowych nie ma po prostu gdzie spokojnie porozmawiać. Rozmowy toczą się zatem w zatłoczonym pokoju nauczycielskim lub na szkolnym korytarzu. Ze względów finansowych niemożliwe jest też - na większą skalę - kontaktowanie się z rodzicami np. za pośrednictwem tradycyjnej poczty. Do tego wszystkiego niektórych istotnych dla rodziców informacji nie da się po prostu przekazać podczas wywiadówki czy krótkiego spotkania z wychowawcą. Rodzic, który chciałby poznać np. szkolny statut, nie ma w praktyce możliwości otrzymania jego egzemplarza. Podobnie trudny dostęp ma do interesujących go przepisów oświatowego prawa (np. do zasad oceniania i promowania czy zasad przeprowadzania egzaminu maturalnego).
O tym, że przedstawiona wyżej, niestety typowa, sytuacja nie jest prawidłowa, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Czy jednak można ją jakoś zmienić? Wydaje się, że w niedalekiej przyszłości, a w niektórych szkołach już obecnie, wiele można poprawić, korzystając z nowoczesnych technologii wymiany informacji.
Od paru lat w wypowiedziach decydentów oświatowych z MEN coraz częściej pojawia się słowo "Internet". Organizowane są kolejne akcje, których realizacja wiąże się często z bardzo dużymi wydatkami. Dopiero co ministerstwo zakończyło realizację programu "Pracownia internetowa w każdej gminie", a już coraz głośniej mówi się o programie "Pracownia internetowa w każdym gimnazjum".
Coraz powszechniejszy dostęp szkół oraz rodziców do Internetu można spróbować wykorzystać nie tylko do celów dydaktycznych. Potęga Internetu bierze się przecież przede wszystkim stąd, że publikowanie w nim własnych informacji w taki sposób, aby były one powszechnie dostępne, jest tak proste, szybkie i tanie, jak nigdy wcześniej. Dlatego też wszystkie liczące się przedsiębiorstwa starają się przedstawiać za jego pośrednictwem kompletną ofertę swoich usług, tak aby była ona dostępna dla szerokiego grona klientów i współpracowników. A przecież na szkołę można i należy patrzeć jak na placówkę świadczącą usługi dla uczniów i ich rodziców.
Czy zatem szkolne strony internetowe (których jest już przecież wiele) muszą zawierać jedynie ogólny opis działalności szkoły, ciekawostki, informacje o patronie i odnośniki do innych stron? Z całą pewnością nie. Szkolna strona internetowa powinna być, moim zdaniem, przede wszystkim tablicą ogłoszeniowo informacyjną dla rodziców i uczniów. Aby przekonać Państwa, że ma to sens, przedstawię poniżej przykładową propozycję listy tematów, które mogłaby ona zawierać:
Jak widać, powyższa lista, choć i tak z pewnością niekompletna, jest bardzo długa. Trudno jednak wskazać w niej punkty, które nie mogłyby być interesujące i przydatne przynajmniej dla części rodziców. Oczywiście, wielu dyrektorów szkół może mieć wątpliwości, czy aby na pewno wszystko to, co proponuję powyżej, należy udostępniać rodzicom, ale to już jest temat na odrębny artykuł.
Oczywiście Internet nie może i nie powinien zastępować indywidualnego kontaktu rodziców ze szkołą, niemniej jednak w wielu przypadkach kontakt indywidualny nie jest wcale potrzebny. Co więcej, właśnie dzięki poczcie elektronicznej możliwy jest najszybszy kontakt pomiędzy nauczycielem i rodzicami, oczywiście przy założeniu, że każdy nauczyciel posiada własny adres e-mail, a przynajmniej część rodziców ma dostęp do Internetu, np. w domu lub w miejscu pracy.
Poczta elektroniczna umożliwia również regularne informowanie rodziców o osiągnięciach i zagrożeniach ich dzieci, np. za pomocą comiesięcznych raportów z ocenami cząstkowymi oraz informacją o nieobecnościach.
Wszystko, o czym tu piszę, może się wielu osobom wydawać zupełnie nierealne w obecnych warunkach. Trzeba jednak pamiętać, że jeszcze 2-3 lata temu mało kto potrafił powiedzieć, co to jest Internet, a dziś trudno spotkać reklamę, w której obok adresu firmy nie byłoby jej adresu internetowego. Komputer w domu spotkać można coraz częściej (w klasie mojej 16-letniej córki własny komputer posiada 95% uczniów), w szanujących się firmach korzystanie z niego już dawno stało się normą, a konto poczty elektronicznej (e-mail) może sobie za darmo założyć każdy. Od niedawna także telefon przestał być w Polsce dobrem dostępnym jedynie dla wybrańców.
Być może wielu osobom barierą nie do pokonania wydawać się mogą problemy techniczne. W mniemaniu niektórych prowadzenie strony internetowej jest zastrzeżone dla informatyka. Nic bardziej mylnego. Aby rozwiać to przekonanie, VULCAN przygotował, specjalnie z myślą o dyrektorach szkół, program, który pozwala założyć i na bieżąco aktualizować szkolną internetową tablicę ogłoszeniową. Poradzi sobie z posługiwaniem się nim także osoba, której umiejętności korzystania z komputera ograniczają się do redagowania tekstów za pomocą edytora.
Program INTERNETOWA TABLICA OGŁOSZENIOWA wymaga jedynie zredagowania informacji w postaci plików Worda lub zwykłych plików tekstowych oraz ich uporządkowania, podania tytułów na pierwszej stronie witryny ogłoszeniowej i kliknięcia przycisku [publikuj]. Jedyną rzeczą, jaką musi znać administrator takiej strony jest jej adres i hasło dostępu. W praktyce zatem każdy dokument przygotowany za pomocą Worda, edytora plików tekstowych (np. notatnika Windows) lub dowolnego innego narzędzia, pozwalającego zapisywać pliki w standardzie HTML, można w ciągu minuty opublikować w Internecie, a potrafi to zrobić bez najmniejszego kłopotu dyrektor szkoły lub jego sekretarka. Wszystkich zainteresowanych zapraszam na stronę www.vulcan.edu.pl, skąd program INTERNETOWA TABLICA OGŁOSZENIOWA można pobrać za darmo. Biorąc pod uwagę fakt, że każda szkoła ma szansę bez problemu otrzymać darmowe konto dla swojej strony WWW, koszty prowadzenia takiej strony mogą się ograniczyć do kosztów 1-2 impulsów lokalnego połączenia telefonicznego w momencie aktualizowania zawartości strony.
![]()
|
Czy cały ten pomysł jest godny uwagi? Ja jestem przekonany, że tak. Wszystkich, których niniejszy tekst zainteresował i zechcą się ze mną podzielić własnymi uwagami na jego temat, proszę o listy na adres e-mail jz@vulcan.edu.pl.
Zainteresowanych zachęcam także do przeczytania artykułu Leszka Lewoca w poprzednim numerze Biuletynu (2/99), w którym pisze on między innymi, jak Internet wykorzystywany jest do kontaktowania się z rodzicami w szkołach Wielkiej Brytanii. Aby zobaczyć, jak informacje o szkołach i lokalnej oświacie mogą być przedstawiane w Internecie, namawiam do dokładnego przestudiowania jednej z amerykańskich stron tego typu pod adresem http://madison.k12.wi.us Strona ta w ciągu trzech lat odwiedzona została około 200 000 razy, a dotyczy około 25 000 uczniów. Ciekawe może być również przejrzenie strony jednej ze szkół angielskich - szczególnie polecam http://www.cookridge-school.demon.co.uk.
Zapraszam także na naszą stronę internetową, na której umieściliśmy przykładową tablicę ogłoszeniową nieistniejącej szkoły w Widliszkach Wielkich. Znajdą ją Państwo pod adresem http://www.vulcan.edu.pl/widliszki.
![]() Rys. 2. Przykładowa internetowa tablica ogłoszeniowa przygotowana za pomocą omawianego programu (patrz - rys.1.). |