Marek Konieczniak
Czy jesteśmy skazani na system?


Adrie J.Visscher, Holender z urodzenia, doktor informatyki z wykształcenia, propagator systemów informatycznych z zamiłowania, jest współtwórcą zintegrowanego systemu informatycznego dla szkół[1] średnich. Zredagował dwa specjalne wydania pism informatycznych, w całości poświęconych systemom informatycznym w szkołach średnich. Napisał na ten temat sporo artykułów. Swoje doświadczenia w tej dziedzinie prezentował na wielu międzynarodowych konferencjach. Na jednej z nich, poświęconej technologii informatycznej w zarządzaniu oświatą (ITEM)[2], wystąpił z ciekawym referatem, którego tekst został opublikowany w książce o znamiennym tytule: "Technologie informatyczne w zarządzaniu oświatą dla szkół przyszłości". Sam referat Visscher opatrzył tytułem długim i opisowym: "Narzędzia do komputerowego wspierania procesu podejmowania decyzji w szkołach: wytłumaczenie przyczyn ich nieużywania oraz propozycje poprawienia tego stanu rzeczy".

W zasadzie tytuł ten jest jednozdaniowym streszczeniem. Visscher wskazuje na fakt, że informatyczne systemy zarządzania szkołami nie są w pełni wykorzystywane przy podejmowaniu decyzji. Docieka, dlaczego tak się dzieje, oraz stara się wskazać sposoby zmiany tej sytuacji.

Zdaniem autora wartość informatycznych systemów zarządzania szkołami jest już w świecie powszechnie uznana, niemniej jednak systemy te używane są głównie w sferze rutynowych prac biurowych. O wiele mniejszy jest zakres posługiwania się nimi jako wsparciem w podejmowaniu ważnych decyzji. Co ciekawe, autor nie zalicza do kwestii tej rangi rozstrzygnięć organizacyjnych, takich jak plan lekcji, przydział obowiązków czy planowanie zastępstw. Ważne są dla niego tak zwane problemy otwarte. Wskazuje co najmniej trzy typy takich, wartych wnikliwego analizowania zagadnień:

Czas, konferencje i statystyka, czyli dlaczego nie lubimy komputerów

Autor wskazuje na parę przyczyn "niesystemowego" zbierania i przetwarzania informacji poprzedzających decyzję: presja czasu, ilość decyzji do podjęcia, wielość nieprzewidywalnych wydarzeń - wszystko to tworzy pewien model pracy, który czasami bardziej odstręcza kadrę kierowniczą od używania komputerowych systemów informacji, niż ją do tego skłania. Dyrektorzy komunikują się werbalnie przez 70-80% czasu ich pracy i wolą taką informację (spotkania, konferencje, telefony) od sięgania do innych źródeł. Stąd wniosek, że dla nich liczy się przede wszystkim szybkość i subiektywna jakość otrzymywanej informacji. Mniejszą wagę przywiązują do jej jakości obiektywnej i niezawodności sposobów jej uzyskania. Preferowana jest informacja prostsza, a więc werbalna. Gromadzenie i przetwarzanie danych wydaje się być zbyt czasochłonne. Często dyrektorzy odczuwają brak przygotowania do analizowania danych statystycznych (nawet jeśli ich tego uczono, to doświadczenie w tej dziedzinie mają niewielkie). Im samym brakuje więc przekonania co do jakości osiągniętych w ten sposób informacji oraz ich właściwych interpretacji. W konsekwencji wielokrotnie podejmują decyzje nie poprzedzone rzetelną analizą danego problemu.


Tymczasem Visscher wskazuje wyraźnie, że tam, gdzie jest używany komputerowy system informacji, szkoły są prowadzone bardziej efektywnie, a im dłuższa tradycja samorządności i pełniejsza autonomia, tym lepszy sposób korzystania z systemów informatycznych. Proste informacje zapisane elektronicznie są bardziej neutralne w swej wymowie niż przekazane tradycyjnymi środkami (werbalnie, korespondencyjnie itp.). Są to bowiem wyzute z cech osobowych czyste fakty bez emocjonalnego nacechowania. Jakkolwiek paradoksalnie to zabrzmi, kolejnym powodem niechęci do używania komputerowych systemów informacyjnych może być właśnie ta bezosobowość danych.

Ludzi często irytuje brak pewnych danych w systemie komputerowym, co utrudnia im uzyskanie potrzebnej informacji. Przyczyny bywają różne. Niekiedy są nimi niedostatki wyobraźni twórców systemu albo zmieniające się uwarunkowania, w jakich system komputerowy funkcjonuje. Najczęściej jednak wiążą się bezpośrednio z podejściem do posługiwania się systemem. Nie zawsze zawiera on wszystko to, co powinno w nim być, z powodu nierzetelności, braku dokładności czy tendencyjności użytkowników, którzy czasem nie są zainteresowani wprowadzaniem pewnych danych. Ciągle jeszcze więcej odpowiednich informacji i - co istotne - powiązań pomiędzy nimi jest zakodowanych w pamięciach ludzkich niż komputerowych. To paradoks, lecz szybciej dokonuje się wówczas obróbki danych w umyśle, na papierze i werbalnie - choć często na podstawie danych nierzeczywistych i niedokładnych.

Diagnoza ze wskazaniem na komputer

We wnioskach autor podkreśla, że w praktyce szkolnej korzystanie w celach decyzyjnych z danych przetworzonych przez komputer okazuje się dość trudne. Uzyskane w ten sposób informacje nie prowadzą wprost do decyzji, ponieważ decyzje są wynikiem wielu powiązanych ze sobą zmiennych (m.in. indywidualnych i zbiorowych doświadczeń, relacji międzyludzkich, stanów emocjonalnych), nie tylko czystej informacji. Poza tym, brak efektywnych analiz relacji pomiędzy danymi, brak symulacji i ocen pewnych zamierzonych działań może wynikać z warunków pracy kadry kierowniczej. Zwykle nie pozwalają one na dłuższą refleksję i ocenę na podstawie przetworzonych komputerowo danych.

Niemniej jednak, zdaniem Visschera, powinno się promować i wspierać używanie systemów informatycznych, aby podejmowane decyzje były w większym stopniu oparte na rzetelnych informacjach. Autor świadomy jest, że powszechne wprowadzenie systemów informatycznych w szkolnictwie nie prowadzi do rozwiązania wszystkich czy większości jego problemów. Nie jest więc środkiem uniwersalnym. Komputery mają olbrzymi potencjał, ale mają też swoje ograniczenia. Zgromadzone w ich pamięciach informacje mogą być w konkretnych warunkach zbyt ogólne, przedawnione, niedostępne. Poza tym faktograficzne dane komputerowe to tylko jeden typ informacji, a na treść podjętej decyzji mają czasami wpływ także inne wieści, często mniej formalne. Są wreszcie takie problemy, których rozwiązanie nie zależy wyłącznie od informacji (problemy osobowe, organizacyjne, warunki pracy itd.).

Jednak bez komputerowych systemów informacyjnych, dostarczających przesłanek do podejmowania decyzji, trudno sobie dziś wyobrazić zarządzanie szkołą w sposób nowoczesny.

Jak sprawić, żeby nam się chciało chcieć...

Po przeanalizowaniu czynników utrudniających ich powszechną akceptację - Visscher wskazuje decydentom oświatowym, producentom oprogramowania, dyrektorom szkół i ich pracownikom trzy kwestie, będące kluczem do upowszechnienia komputerów jako źródła informacji ułatwiającego zarządzanie szkołą.

  1. Pozytywne doświadczenia kształtujące nastawienie pracowników szkoły do informatyzacji

    Subiektywne postrzeganie użyteczności danych narzędzi ma wpływ na chęć i wolę ich wykorzystywania. Należy więc kadrze kierowniczej umożliwić posługiwanie się takimi narzędziami, by doświadczywszy tego osobiście, mogła się przekonać, jak są one użyteczne. Każdy, kto choć raz napisał jakieś pismo, posługując się komputerem i edytorem tekstów, nie będzie chciał wrócić do tradycyjnych metod pracy. Kalka, maszyna do pisania, wymyślne korektory, wszystko to przestaje być użyteczne, gdy pracuje się, używając komputera. Istotne więc są przedsięwzięcia o małej skali, jednak mogące dać od razu wymierne wyniki, poprawę działania szkoły w jakiejś dziedzinie.
     

  2. Przyjazne systemy informatyczne redukujące nakład pracy użytkownika do niezbędnego minimum

    Problem nie tkwi w ilości danych, bo jest ich na ogół aż za dużo, tylko w formie przekazu informacji. Systemy winny więc działać inteligentnie, proponując informacje użyteczne i podane w przystępny sposób. Powinno się zmniejszyć do minimum czas przetwarzania przez komputer danych źródłowych w informacje i prezentowania ich w pożądanej przez zainteresowanego postaci. Zminimalizować należy same procedury wprowadzania danych, by zachęcić do sięgania po ich analizy.
     

  3. Samorządność finansowa i autonomia szkół jako droga do używania systemów informatycznych w sposób świadomy

    Pożądany jest rozwój samych szkół, których dyrekcje wespół z pracownikami mogłyby decydować, jaki system wybrać, jakie informacje warto gromadzić oraz jak je interpretować. Nieodzowne są strategie, które wsparłyby rozwój świadomości potrzeby używania systemów informatycznych. Kiedy wyprodukuje się system, który będzie dawał adekwatne, ciekawe i łatwe w użyciu informacje, i znajdzie się drogę, by umożliwić dyrekcji, administracji i nauczycielom korzystanie z takiego systemu, wtedy będzie można mówić o szansie na zmianę podejścia do szkoły w jej fundamentalnym wymiarze.

Visscher w Holandii, komputer w Polsce i jaka między nimi różnica

Niewątpliwie refleksje Visschera trzeba umiejscowić w kontekście zachodniego systemu edukacji, choć uniwersalizm spostrzeżeń jest niezaprzeczalny. Charakter pracy kadry kierowniczej jest podobny bez względu na to, w jakim systemie edukacyjnym jest ona wykonywana. Niemniej jednak pokuśmy się o próbę zetknięcia tego, co napisał Visscher, z polską specyfiką oświaty.

Wysunięta przez autora teza o marnotrawieniu potencjału systemów informatycznych przy podejmowaniu decyzji zakłada, że systemy takie są fizycznie obecne w szkołach, lecz nie są efektywnie wykorzystywane. Zastanawiając się nad sytuacją polskiej szkoły, nie moglibyśmy wyjść od takiej przesłanki, gdyż tak naprawdę proces informatyzacji szkół jest praktycznie ciągle w początkowej fazie (choć są szkoły, gdzie jest on poważnie zaawansowany). W odniesieniu do większości polskich szkół komputeryzacja jest ciągle jeszcze problemem do rozwiązania. Idea komputera w zarządzaniu oświatą jeszcze nie okrzepła, nie wykrystalizowało się poprawne rozumienie potrzeby posługiwania się tym narzędziem i celów, jakim ma ono służyć.

Komputer ciągle niesie z sobą zbyt dużo mitologii, głoszonej ustami laików i hobbystów. Miast przedmiotu powszechnego użytku upatruje się w nim narzędzia dla ekspertów, a opanowanie umiejętności posługiwania się komputerem czasami kojarzone jest z wielomiesięcznymi kursami.

Komputer często jeszcze mylnie jest kojarzony ze specjalistyczną i bardzo zaawansowaną wiedzą techniczną, użytą do jego wyprodukowania i oprogramowania. Taki sposób patrzenia przesłania nam to, co naprawdę warte jest odkrycia, a mianowicie walory funkcjonalne tego narzędzia, jego użyteczność po prostu. Być może tu tkwi tajemnica łatwości, z jaką nasze dzieci radzą sobie z komputerem. Nie patrzą na monitor i skrzynkę z nabożnym respektem, a myśl o kontakcie z kimś, kto w rubryce zawód ma wpisane "informatyk", nie przyprawia ich o kompleks niższości. Malcy nie podejrzewają nawet istnienia skostniałych etykiet, jakie my-dorośli przylepiamy na czoło rzeczywistości.

To coś na biurku taty jest po to, by tego używać, eksperymentować, odkrywać. To nie wiek predysponuje dzieci do łatwego posługiwania się komputerem, lecz ich otwartość i wolność od lęku przed popełnianiem błędów. Właśnie ten lęk wielu nas, dorosłych, paraliżuje i od niego trzeba się wyzwolić, aby móc posługiwać się komputerem, czerpiąc z tego satysfakcję.

System systemowi nierówny, a informatyzować i tak warto

W polskiej oświacie pojęcie "system informatyczny" ciągle pozostaje terminem zasłyszanym. Nie niesie z sobą, jak dotąd, odpowiedniej jakości skojarzeń, gdyż zbyt mało osób doświadcza na co dzień użyteczności takiego systemu. Zdefiniowałem go wcześniej jako zbiór współpracujących ze sobą urządzeń i programów komputerowych, ułatwiających pracownikom szkoły szybkie, wielostronne i wygodne przetwarzanie informacji istotnych w procesie zarządzania. Kluczowymi elementami tak sformułowanej definicji są frazy wytłuszczone. Programy wchodzące w skład systemu muszą ze sobą współpracować, czyli przekazywać pomiędzy sobą gromadzone dane, a równocześnie powinny służyć pracownikom szkoły - nie jednej ich grupie, lecz całej społeczności szkolnej.

Dyrektor, decydujący się na informatyzację placówki, najczęściej myśli o zakupie programu lub programów komputerowych, mających usprawnić wypełnianie niektórych, szczególnie uciążliwych obowiązków i w ten sposób pomóc w pracy konkretnej osobie (osobom). Często decyzji takiej towarzyszy nadzieja na zautomatyzowanie pewnych działań, a przez to wygospodarowanie większej ilości czasu. I bardzo dobrze. To poprawna motywacja i słuszny wybór drogi. Byleby tylko nie poprzestać na jednym czy paru krokach i dostrzec to, co wymaga wzniesienia się ponad rutynę.

Otóż informatyzacja ma prawdziwy sens wtedy, kiedy przyczynia się do powstania nowej jakości, rozumianej nie jako ładny wydruk, lecz rzeczywiste polepszenie istoty działania szkoły. Bycie zakładem pracy nie jest bowiem nadrzędnym celem istnienia placówek edukacyjno-wychowawczych. Tymczasem komputer bywa widziany często jako maszyna usprawniająca pracę, a rzadziej jako narzędzie do twórczego działania. Bywa, że w szkole jest zbiór programów, niejednokrotnie jednak nie współpracujących ze sobą, do tego wykorzystywanych nie przez ogół pracowników szkoły, a tylko przez jedną grupę pracowniczą: administrację.

Autonomicznie czy systemowo, a może zgodnie z teorią literatury?

Dyrektorzy bardzo często patrzą na systemy informatyczne jak na zbiór autonomicznych programów dla odrębnych, niezależnych dziedzin życia szkoły. Tak również było i z piszącym te słowa. KADRY dla kadrowej. PŁACE dla płacowej. KSIĘGOWOŚĆ dla księgowej. Dla sekretarki SEKRETARIAT, sobie kupię ARKUSZ, a zastępcy - PLAN i KSIĘGĘ ZASTĘPSTW. Każdemu z osobna będzie łatwiej wykonywać pracę na powierzonym mu odcinku. Tyle że takie postrzeganie systemu jest tylko pierwszym, niezaprzeczalnie właściwym krokiem ku pełnemu wykorzystaniu informacyjnego potencjału systemu informatycznego do zarządzania szkołą...

Według raportu socjologów[3] 86% dyrektorów szkół stwierdziło, że przed podjęciem decyzji zawsze starają się zebrać jak najwięcej informacji. Jak to wygląda, gdy organizacja pracy w szkole sprowadza się do podziału różnych obowiązków pomiędzy autonomiczne komórki zajmujące się tylko swoim wycinkiem pracy? Dyrektor zadowala się tym, że kadry, płace i księgowość radzą sobie, bo nic niepokojącego się nie dzieje. Tyle że trudno wówczas mówić o wykorzystaniu metod informatycznych do rzetelnej analizy funkcjonowania szkoły jako całości i diagnozowania w ten sposób pojawiających się problemów. Zbieranie informacji, może się bowiem ograniczać tylko do dziedziny, którą bezpośrednio kontroluje dyrektor. Tak jednak być nie musi.

Do czerpania danych z systemu informatycznego nie jest potrzebna umiejętność posługiwania się wszystkimi jego programami. Dyrektor nie musi być omnibusem, znającym każdy program, choć są też i tacy. Powinien jednak wiedzieć, jakie są możliwości poszczególnych programów. Pisałem już w artykule o semiotyce, jak mylące mogą być nazwy, jeśli zaufamy tylko swoim utartym interpretacjom. Jeśli KADRY 2000 kojarzę tylko z panią Krysią i stertami teczek akt osobowych, to nigdy nie wykorzystam w pełni potencjału tego programu.

Jedna z teorii na temat dzieła literackiego głosi, że prawdziwym autorem książki jest czytelnik. To on stwarza światy i postaci na podstawie tekstu, niekiedy bardzo oszczędnego w słowach. W ten sam egzemplarz książki każdy czytelnik wnosi bogactwo własnego wnętrza i dokonuje twórczej obróbki danych, by użyć komputerowej analogii. Dokładnie w ten sam sposób ma się rzecz z systemem informatycznym. Jakie przetworzone informacje ostatecznie uzyska jego konkretny użytkownik, zależy w głównej mierze od podejścia tej osoby, od jej doświadczenia, wiedzy, umiejętności zadawania pytań (a raczej stawiania komputerowi zadań typu: znajdź, porównaj itp.) i kojarzenia faktów.

Szkoła jest jak dobre dzieło literackie. Mistrzowie pióra potrafią na kartach swych książek odzwierciedlić otaczającą nas rzeczywistość w taki sposób, że czytelnik jest w stanie zobaczyć w fikcji literackiej prawdę o życiu w jego uniwersalnym aspekcie. Podobnie, wszystkie prawidłowości, odnoszące się w skali makro do społeczeństwa, są w mikroskali dostrzegalne w szkole. Znajdziemy w niej prawie wszystkie warianty relacji międzyludzkich, wydarzeń i sytuacji z życia w rodzinie i społeczeństwie. To właśnie dlatego tak niezmiernie ważna jest edukacja rozumiana szeroko, nie okrojona do intelektualnego wymiaru procesu nauczania. W szkole, tak jak i w życiu, najważniejsi są ludzie.

Zniewalająca fanaberia technokratów, czyli po co nam system

Dla humanisty koncepcja systemu informatycznego nabiera jeszcze innego wymiaru. System powinien być w całości nakierowany na człowieka, każdego z osobna i wszystkich razem i nic nie powinno być ważniejsze. Nie chodzi o perfekcję w zarządzaniu, o najnowsze osiągnięcia techniczne, ani o modę na nowoczesność. Komputerowy system informacyjny, może być wykorzystywany do zwiększania częstości komunikacji między ludźmi, szukania coraz lepszych relacji międzyludzkich, zyskiwania czasu na bycie i tworzenie. Oczywiście wtedy, gdy celem naszym jest podniesienie jakości pracy ze względu na ludzi, którzy ją wykonują i którym ona służy. Niechaj wdrażanie poszczególnych modułów nie wiąże się z tyranizowaniem pracowników, przeciwnie - niech będzie poparte zrozumieniem i współdziałaniem rozpraszającym ich lęki, niechęć oraz wspierającym każdy wysiłek.

Bez względu na to, czy dyrektor widzi się w roli menedżera, kierownika czy pedagoga, komputerowy system informacyjny to środek, a nie cel. Oczywiście tak, jak ze wszystkim w naszej rzeczywistości, ostateczna decyzja, jak będziemy go postrzegali, zależy od nas. To podlega naszej woli i decyzji. Otwartość umysłu to podjęcie wysiłku badawczego w celu uwalniania rzeczywistości od osądów i powstrzymywanie się od tworzenia nowych, tylko słusznych prawd. "Komputer da ci pełnię prawdy i zadowolenia" jest tak samo niedorzeczne jak "Komputer to zniewalająca fanaberia technokratów". Otwartość umysłu to unikanie dwóch skrajnych postaw: wszyscy używają, to ja też bądź wszyscy używają, to ja nie, na rzecz: używam, bo widzę tego sens.

Bez komputerowych systemów informacyjnych trudno sobie wyobrazić szkołę przyszłości. Nie da się zatrzymać nieprawdopodobnie szybkiego rozwoju tej dziedziny ludzkiej działalności. Ludzka myśl wyprodukowała narzędzie, zdolne konkurować z ludzkim mózgiem w dziedzinie gromadzenia, porządkowania i przetwarzania danych. Naukowcy twierdzą, że wykorzystujemy tylko do 10% możliwości naszego mózgu. Bezowocnie dociekają, jak uaktywnić go w większym stopniu. Teraz można zwiększyć efektywność jego działania, sięgając po narzędzia z zewnątrz - komputer z odpowiednim oprogramowaniem. Być może kiedyś człowiek zrezygnuje z tego, bo znajdzie drogę do uaktywnienia pozostałych kilkudziesięciu procent potencjału mózgu. Na razie jednak nie jest w stanie przetwarzać danych tak szybko, jak robią to komputery, które sam zaprojektował. To jednak tylko substytut. Komputer nie myśli i jestem przekonany, że nigdy myślał nie będzie (Kasparow udowodnił to już parę razy). To człowiek myśli, choć i maszynę można nauczyć wyciągania prostych wniosków i podejmowania decyzji w jednoznacznych, typowych sytuacjach. Te bardziej złożone czy awaryjne wymagają jednak rozpatrzenia przez człowieka informacji, niekiedy także pochodzących spoza komputera. Jeśli jednak w procesie podejmowania decyzji obdarzymy maszynę zaufaniem, uznając, że jest od nas o wiele sprawniejsza i szybsza w wielu czynnościach, to wówczas otwiera się przestrzeń na pojawienie się nowej jakości.

Dlaczego skrzypce to nie komputer?

Dzięki komputerowi możemy się uwolnić od jarzma działań mozolnych i powtarzalnych, jednakże niezbędnych, zyskując czas i energię na twórcze, często abstrakcyjne, myślenie. Mówiąc językiem potocznym, maszyna wykonuje robotę głupiego, a człowiek podejmuje decyzje. To, że są one różnej jakości, bardziej lub mniej trafne, jest już inną kwestią. Nierzadko z dwóch skrzypków, używających takiego samego instrumentu, tylko jeden jest wirtuozem, drugi dobrym rzemieślnikiem. Bywa jednak czasami, że potencjalny geniusz tego instrumentu, nie ma okazji lub nie chce wziąć smyczka do ręki. Różnica pomiędzy skrzypcami a komputerem (przepraszam melomanów za to obrazoburcze porównanie) jest taka, że na skrzypcach można grać, a komputera niestety trzeba używać, jeśli chcemy myśleć o szkole przyszłości. Każdego, kto jest innego zdania w tej kwestii, zapraszam do ponownej wymiany poglądów za... no, powiedzmy, pięć lat.

Adrie J. Visscher, Holender, którego przemyślenia przedstawiłem Państwu w pierwszej części artykułu, żyje w takich realiach, że może się zastanawiać, jak poprawić efektywność posługiwania się systemami informatycznymi przy podejmowaniu decyzji. W tamtejszej oświacie każdy już ma skrzypce. W polskiej rzeczywistości sporo jest jeszcze szkół, które mają tylko smyczek albo futerał. Wiele innych nie ma nawet tego. Nie oznacza to jednak, że powinniśmy czekać, aż wszyscy będą mieli instrument, żeby samemu zacząć na nim grać. Orkiestra kameralna może grać równie pięknie jak symfoniczna.

Visscher postawił przed nami bardzo ważny problem: jak efektywniej używać komputera w zarządzaniu oświatą. I w krajach komputerowego dobrobytu, i u nas - najważniejsze jest wytyczanie sobie celów i świadome dążenie do nich. Bez względu na to, czy dysponujemy systemem, czy też mamy tylko jeden-dwa programy, liczy się podejście do informatyzacji. Można mieć jeden komputer i jeden program i wykorzystywać je lepiej od kogoś, kto ma ich pięć. Nigdy nie ma złego momentu, żeby zacząć rozsądną informatyzację i nigdy w przyszłości nie będzie lepszego momentu od tego, jaki jest teraz. Dyrektor, który mówi, że ma w szkole wiele innych potrzeb do zaspokojenia, zanim rozpocznie myślenie o komputerach, tak naprawdę jeszcze w ogóle o nich nie zaczął myśleć. Jeśli nie będzie nas stać na informatyzację oświaty, to nie będzie nas stać na jej nową jakość. Jeśli dziurę w dachu łatam co roku... słomą tanio kupioną od sąsiada, bo na razie nie stać mnie na dachówki (kupię je, jak zaoszczędzę na tych tanich zakupach), to za parę lat przyjdzie wymienić cały dach. Do rozwiązania problemu strzechy na dachu i informatyzacji w polskiej oświacie potrzeba jednego: zmiany sposobu myślenia. Bariery są przede wszystkim w naszym myśleniu. Konstruktorzy komputera udowodnili, że pozornie nierealny zamysł może stać się faktem. Polskiej oświacie życzę - jak najszybciej - takiej przemiany powszechnej świadomości, która by zaowocowała praktycznym utożsamieniem systemu przepływu informacji z systemem informatycznym.

Skinner, reforma i polski koan

Temat reformy w oświacie ciągle rozgrzewa dyskusje, czasami... oziębiając relacje międzyludzkie. Nie dajmy się wciągać w to, co powierzchowne, głośne, jątrzące, zaciemniające nasze postrzeganie siebie i bliźnich. Szkoła to piękne miejsce, choć nauczycielska profesja jest trudna i wymagająca, niedoceniana i uwikłana w schizofrenię tożsamości - edukacja przyszłością narodu, szkoła przechowalnią nieudaczników. Nic dziwnego, że na dwóch biegunach szkolnej rzeczywistości mamy z jednej strony nauczyciela-neurotyka, a z drugiej - nauczyciela-mistrza, wielką osobowość i przyjaciela młodzieży. Powiedzenie "obyś cudze dzieci uczył" brzmi jak wschodni koan, klaśnięcie jednej dłoni. Jak je rozumieć: jako przestrogę czy życzenie? Obyś uczył, to może w końcu zobaczysz swoje zadufanie i zrozumiesz potrzebę pracy nad sobą. Czy też: obyś uczył, bo to jest szansa na twój rozwój i pełniejsze życie. Odpowiedź leży w doświadczeniu, a nie intelektualnych rozważaniach. B.F. Skinner, znany amerykański psycholog behawiorysta, powiedział, że "edukacja jest tym, co przetrwa, gdy już zapomnimy to, czego nas uczono"[4]. Parafrazując myśl Skinnera, zaryzykuję twierdzenie, że zarządzanie jest tym, co pozostanie, gdy przestaniemy zarządzać. Jeśli wspieraliśmy zarządzanie przemyślaną i rozsądną informatyzacją, to jest szansa, że pozostanie więcej niż komputery i zbiór dyskietek z oprogramowaniem.


[1] Zintegrowany system informatyczny dla szkół - zbiór współpracujących ze sobą urządzeń i programów komputerowych, ułatwiających pracownikom szkoły szybkie, wielostronne i wygodne przetwarzanie informacji istotnych w procesie zarządzania.
Powrót
[2] Information Technology in Educational Management (ITEM) for the Schools of the Futur e, Hong Kong 1996.
Powrót
[3] "Wizerunek dyrektora polskiej szkoły" - raport z badań przeprowadzonych w listopadzie 1997 roku przez Pracownię Badań Marketingowych i Społecznych ARC na zlecenie firmy VULCAN.
Powrót
[4] Quotations, Dictionary of Quotations, Blitz Editions, 1987, str. 327.
Powrót