Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem kwietniowe wydanie "Dyrektora Szkoły", w całości poświęcone problemowi wychowania. Temat jest mi bardzo bliski, po pierwsze - dlatego, że jestem rodzicem, a po drugie - z powodu mej zawodowej przeszłości, jako że byłem nauczycielem i dyrektorem szkoły średniej. Jeszcze wcześniej z uwagą przestudiowałem obszerny dokument wydany przez MEN - Szkolny Program Wychowania. Przedstawiono w nim cele i założenia reformy, w ramach której podjęta została próba przywrócenia należnego miejsca wychowaniu. Znalazło się tam m. in. zdanie: "Trzeba przywrócić słowu wychowanie właściwe znaczenie i przełożyć na język konkretnych działań"[1].
W trakcie obcowania z tymi tekstami z jednej strony czułem potrzebę zabrania głosu w dyskusji nad wychowaniem, z drugiej zaś - miałem poczucie, że wszystko już w tej kwestii zostało powiedziane i jest to temat nośny, ale i "oklepany" tak, że próżno jeszcze coś tu dopowiadać. Lektura trzech artykułów popchnęła mnie jednak zdecydowanie do sięgnięcia po pióro (czytaj: komputer). Pierwszy artykuł to W trosce o "mądre wychowanie" Juliana Kani[2]. Drugi Jak widzę program wychowania w szkole autorstwa Stefana Wlazło[3], a trzeci to Przyśpieszony kurs inżynierii pedagogicznej pióra Lesława Otręby[4].
Pierwszy tekst przywołuje bardzo ważne rozważania nad semantyką słowa wychowanie, która uświadamia nam, że u jego podstaw leży "wydobywanie człowieczeństwa i osobowości"[2]. W drugim tekście jego autor, Stefan Wlazło, artykułuje myśli, które są niemalże stuprocentowym odzwierciedleniem moich przekonań w kwestii wychowania. Celna jest zwłaszcza myśl przewodnia artykułu, że "w działaniach wychowawczych nie należy określać celów wychowania, gdyż jest to po prostu indoktrynacja"[3]. Trzeci z artykułów ujął mnie oryginalnością przedstawienia problemu. Zaprzęgnięcie cybernetyki do zilustrowania procesów zachodzących w edukacji jest bardzo ciekawym pomysłem i po raz kolejny uświadamia nam, iż wieloaspektowość myślenia pozwala uzyskać świeżość spojrzenia na rzeczy wydawałoby się oczywiste i znane.
Jestem przekonany, że słowu wychowanie należy przywrócić właściwe znaczenie, jednak jest jeden podstawowy problem - jak określić, które znaczenie jest tym właściwym. "Ze względu na semantyczną wieloznaczność terminu wychowanie, nie jest możliwe zdefiniowanie wychowania jako takiego", cytuje za Adolfem Szołtyskiem Julian Kania[2], przywołując następnie trójmian edukacyjny, czyli trzy definicje: wychowania personalnego, społecznego i państwowego. Przy czym najważniejszy z punktu widzenia tego artykułu jest sposób w jaki zdefiniował on wychowanie personalne "czyli naturalne wydobywanie człowieczeństwa". Sięgając do encyklopedii natkniemy się na kolejne definicje:
Wychowanie to całokształt wpływów i oddziaływań środowiska społecznego oraz przyrodniczego na człowieka, kształtujących jego rozwój i osobowość oraz przygotowujących go do życia w społeczeństwie.
Dla współczesnej pedagogiki wychowanie to świadome, zamierzone i specyficzne działania osób (wychowawców), których celem jest osiągnięcie względnie trwałych zmian w osobowości jednostki (wychowanka). Zmiany te obejmują zarówno sferę poznawczo-instrumentalną, pozwalającą na poznanie i przekształcanie rzeczywistości, jak i stronę aksjologiczną, kształtującą stosunek człowieka do świata i ludzi, jego przekonania, system wartości itp.[5]
Natomiast edukacja w tej samej encyklopedii oznacza wychowanie - jako kształcenie człowieka (przede wszystkim dziecka do osiągnięcia dorosłości). Obejmuje aspekty: intelektualny, psychologiczny, moralny. Celami edukacji są: uczenie przystosowywania do życia w społeczeństwie, kształtowania wolnego i osobistego sądu[6].
Wydawałoby się, że kontekst reformy edukacji będzie wskazywał bardziej na dwie ostatnie z trzech przytoczonych definicji, gdyż te wydają się określać przestrzeń do rozważań nad wychowaniem w edukacji. Niemniej jednak jestem przekonany, że to pierwsza definicja oraz definicja wychowania personalnego są o wiele bardziej istotne i więcej wnoszą do namysłu nad wychowaniem. Innymi słowy, chciałbym pokusić się o zdefiniowanie jednak wychowania jako takiego, by następnie przejść do kwestii bardziej szczegółowych.
Jeden z największych autorytetów moralnych naszego wieku Jan Paweł II - w przemówieniu wygłoszonym w UNESCO - powiedział:
W wychowaniu chodzi właśnie o to, ażeby człowiek stawał się coraz bardziej człowiekiem - o to, ażeby bardziej był, a nie tylko więcej miał, aby więc poprzez wszystko, co ma, co posiada, umiał bardziej i pełniej być człowiekiem, to znaczy, ażeby również umiał bardziej być nie tylko z drugimi, ale i dla drugich[1].
Bardzo ważne jest, żeby za każdym razem, kiedy być będzie w niniejszym artykule przeciwstawiane mieć, rozumieć to w sposób jednoznaczny. Być nie jest przeciwieństwem mieć, jak sądzą niektórzy. Nie chodzi tutaj o fizyczny wymiar posiadania. Innymi słowy - nie oznacza to, że trzeba być biednym żeby być. Nieważne, co posiadamy. O tym, czy bardziej jesteśmy, czy bardziej mamy, decydujemy, wybierając system wartości, jakim pragniemy się w życiu kierować. Czy osią naszego istnienia jest immanentna wartość człowieka, czy też naszym życiem rządzić ma zewnętrzność uznawana za nadrzędną. Bardziej być niż mieć nie określa tego, ile się ma, lecz nasz stosunek do tego, co mamy. Można być szczęśliwym żebrakiem i nieszczęśliwym bogaczem, jak i odwrotnie. Jeśli bycie jest w centrum, to nieważne czy mam dużo czy mało. Bycie daje mi to, czego bez końca i bez skutku będę szukał, pragnąc mieć.
Jeśli wychowanie to całokształt wpływów środowiska na człowieka, to mówiąc człowiek myślimy młody człowiek, czy też człowiek jako taki? Jednym z poważnych błędów wielu teorii wychowania jest założenie, iż wychowaniu podlega młody człowiek, uczeń, wychowanek, a wychowawcą jest człowiek dorosły, czyli już wychowany. On wie. Oni jeszcze nie. Świat dorosłych wychowuje, a świat młodzieży przyjmuje wychowanie. Wychowani wychowują jeszcze nie wychowanych. Wychowani wydobywają człowieczeństwo z nie wychowanych. Z pozoru jest to poprawny sposób postrzegania rzeczywistości, ale tylko z pozoru.
Jeśli wychowanie bowiem to całokształt wpływów środowiska i chodzi o to, by człowiek bardziej był niż miał i przez to stawał się bardziej człowiekiem, to jedyną logiczną konkluzją jest uświadomienie sobie, że proces wychowania trwa przez cały czas i podlegamy mu wszyscy przez 24 godziny na dobę. Innymi słowy cały czas oddziałujemy na świat, a świat oddziałuje na nas. Jesteśmy zarazem nauczycielami i uczniami w procesie wychowywania.
Ten proces trwa bez przerwy. I tylko na użytek instytucji, jaką jest szkoła trzeba formalnie rozdzielić te dwie funkcje, określając, kto jest nauczycielem, a kto uczniem, lecz jest to zabieg czysto formalny, organizacyjny. Nie odnosi się on do ontologicznej rzeczywistości, w której nie da się rozdzielić tych dwóch sposobów istnienia.
Cały czas jesteśmy w dialogu ze światem. Nasze reakcje na świat są wyrazem przekonania co do własnej tożsamości i wiedzy o świecie. Życie wciąż je weryfikuje. To, jak o sobie myślimy, kim jesteśmy we własnym mniemaniu, wpływa na decyzje, które podejmujemy w różnych momentach życia.
Każdy z nas naucza świat, by go przekonać o swojej własnej wartości i przekonać siebie, że to, w co wierzy, jest prawdą. I każdy uczy się, gdy świat kwestionuje go i jego przekonania i, albo broni siebie, czasami nawet kosztem prawdy, albo weryfikuje swą wiedzę. Ujmując to inaczej, z każdym wyborem przybliżam się lub oddalam
od swego człowieczeństwa.
Niezwykle istotne jest zrozumienie, że nie myślę tutaj tylko o ważnych decyzjach, jakie człowiek musi w życiu podejmować. Każda chwila to lekcja, pora, kiedy nauczamy i kiedy się uczymy.
Gdy szkołą jest więc świat, to klasą będzie nasza świadomość, nasz umysł. Lekcjami zaś są wszystkie wydarzenia, które bezustannie odzwierciedlają i odzwierciedlone są w naszym myśleniu. Przez pryzmat naszych przekonań patrzymy na siebie i innych. A równocześnie cały czas jesteśmy absolutnie wolni, by móc decydować, co będzie wypełniało nasz umysł. Jest to wolność rzeczywiście absolutna, choć nie zawsze w ten sposób postrzegana. Tak jest wygodniej, gdy nie chcemy przyjąć odpowiedzialności za nasze myślenie, za jakość myślenia. Wydarzenia zewnętrzne wydają nam się wystarczającym powodem, aby usprawiedliwić własną agresję, nienawiść czy użalanie się nad sobą. Będąc na przykład niesłusznie o coś obwiniany, daję sobie automatycznie prawo do słusznego gniewu, który niestety często jest usprawiedliwieniem dla mojej agresji i nienawiści. Zbyt często usprawiedliwiamy swoje postawy oddziaływaniem świata zewnętrznego. Ono rzeczywiście istnieje, lecz to my decydujemy, czy i jaki ma na nas wpływ.
Żadna rzeczywistość nie była w stanie zmienić jakości myślenia ojca Maksymiliana Kolbe; oparte na wierze w Boga nie wycofało się w nihilizm, frustrację, lęk i rozczarowanie. Co więcej, pokazał on, że możliwe jest zachowanie szacunku dla człowieczeństwa w każdym człowieku, tak w oprawcy, jak i w jego ofierze. To przykład ekstremalny, ale takie mają największą wartość w wychowaniu. Podobnym przykładem jest Mahatma Ghandi, jawiący się jako jeden z niewielu polityków, który rzeczywiście był, a nie tylko miał. I mocą swojego przejrzystego bycia był w stanie zmienić losy całego narodu.
Innym przykładem jest A. S. Neill, twórca działającej od 75 lat szkoły Summerhill, której mottem jest wiara w człowieka, w to, że w atmosferze miłości i ufności, młody człowiek zechce otwierać się i sięgać do głębi swego człowieczeństwa. Jest to postać mniej znana ogółowi, lecz niezmiernie ciekawa i istotna w świetle dyskusji o wychowaniu. Jego trwający tyle lat "eksperyment" ze szkołą, która tworzy klimat wolności dla dzieci, by uszanować ich prawo do naturalnego rozwoju i wyposażyć je w świadomość odpowiedzialności za swoje życie, bardzo dobrze zdaje egzamin, nie przestając przyprawiać o zawrót głowy wszystkich "rozsądnie" myślących.
| W dokumencie Szkolny Program Wychowania został przedstawiony model edukacji szkolnej[7].
Wychowanie jest w nim ujęte jako jeden z wymiarów pracy edukacyjnej nauczyciela. Uczeń postawiony jest w centrum, w przeciwieństwie do poprzednio lansowanego modelu, gdzie w centrum stawiano naukę. |
![]() |
![]() |
|
| Poprzedni model | Obecny model |
Natomiast nauczyciel musi być w stanie wypełnić trójdzielność celów edukacji szkolnej, będąc fachowcem w swojej dziedzinie, czyli będąc dydaktykiem i instruktorem, powinien być człowiekiem, który bardziej jest niż ma, by mógł sprostać wychowaniu.

A co to oznacza sprostać wychowaniu? Moim zdaniem oznacza to widzenie rzeczywistości bez sztucznych podziałów na ucznia i nauczyciela, na wiedzących i nie wiedzących. Oznacza to ogrom pokory w obliczu zadania, które nie da się tak naprawdę przedstawić na piśmie jako zestaw celów do osiągnięcia. Papier cierpliwie przyjmie zapis, że moim celem jest uczynić innych dobrymi, patriotami, świętymi. Tyle, że ja nie chcę składać takich oświadczeń, bo nie mają one sensu.
Mogę założyć, że poprzez swój własny wysiłek, staranie by bardziej być będę w stanie stworzyć przestrzeń dla innych i wspierać ich w poszukiwaniach, które podejmą. Im bardziej jestem, tym mniej moralizuję. Im mniej moralizuję, tym bardziej wychowuję. Im bardziej odkrywam swoje człowieczeństwo, tym lepiej widzę je w innych i nie ma znaczenia fakt, w jakiej kondycji w danym momencie się znajdują. Nieważne, czego formalnie w szkole nauczam - wychowania fizycznego, matematyki, religii czy etyki. Nauczyciel wychowania fizycznego czy matematyk może mieć nawet większy wpływ wychowawczy na młodych ludzi niż katecheta.
W kościołach świata co niedzielę mówi się o Bogu, lecz tylko w niektórych dokonuje się prawdziwe nauczanie, które porusza bardzo głęboko i wybija nas z utartych ścieżek myślenia. Na uniwersytetach świata głoszone są niezliczone ilości wykładów, lecz tylko niektóre z nich poruszają słuchaczy na tyle, by zmieniać jakość ich życia. Nie chodzi bowiem o werbalizację pewnych treści, lecz o osobisty przykład. Młodzież w mig wychwytuje każdy fałsz, rozziew pomiędzy tym, co się głosi, a tym, jak się postępuje i kim się naprawdę jest.
Nauczyciel, który ma sprostać zadaniu wychowania musi być świadomy, że jest wychowawcą i zarazem wychowankiem, i to bezustannie, nie tylko będąc w szkole. Będzie wychowawcą dobrym na tyle, na ile będzie opiekunem, doradcą, przewodnikiem, mistrzem - człowiekiem, który prawdziwie jest z innymi ludźmi, młodymi i starszymi. Będzie wychowawcą dobrym na tyle, na ile zaakceptuje fakt, że jest również wychowankiem - będzie wydobywał człowieczeństwo innych, pozwalając, by inni również wydobywali jego człowieczeństwo. Innymi słowy, wychowawcą jest się bezustannie bez względu na formalnie pełnione funkcje. Wszyscy i wszędzie pełnimy tę funkcję dla siebie nawzajem. Cały czas przekonujemy świat do koncepcji siebie samego, zgodnej z tym, jak siebie postrzegamy, a świat odpowiada nam tym samym. Wychowujemy i jesteśmy wychowywani. Problem polega na tym, jaką głębię swojej tożsamości chcemy wydobyć z ukrycia. Zatwardziali w swoich przekonaniach, czy jesteśmy w stanie zrezygnować z myślenia egocentrycznego, by posiąść o wiele większą pewność tego, kim jesteśmy?
Jeśli wychowywanie to naturalne wydobywanie człowieczeństwa i osobowości, to niezmiernie istotne jest zatrzymanie się nad dwoma słowami - naturalne wydobywanie. Naturalne to zgodne z prawami natury, prawdziwe, zgodne ze zwykłym porządkiem rzeczy i wynikające z niego, zrozumiałe samo przez się, oczywiste, niewymuszone, proste, zwykłe, swobodne[8]. Wydobyć natomiast to wydostać z wnętrza na powierzchnię, wyciągnąć, uzyskać, wydostać z trudem tajemnicę, sekret[9]. Spróbujmy zatem, przyglądając się połączeniu tych dwóch słów, odsłonić ich głębsze znaczenie.
Naturalne wydobywanie człowieczeństwa to zgodne ze zwykłym porządkiem rzeczy, niewymuszone sięganie po nie, by wydostać je z wnętrza nas samych, w sposób prosty i zwykły, lecz nie pozbawiony wysiłku. Człowieczeństwo istnieje w każdym z nas i czeka, by je wydobyć, by odkryć tajemnicę jego istnienia. To, co ukryte chce być ujawnione. Człowieczeństwa nie tworzymy, choć pokusa, by tak było, jest w nas przeogromna. Każdy chciałby firmować swoje człowieczeństwo swym własnym imieniem. A tymczasem mamy je wydobyć na światło dzienne, odsłonić coś, co w nas jest. Tylko tyle i aż tyle.
Największym głazem, broniącym dostępu do człowieczeństwa jest nasz egocentryzm, czyli hołdowanie fałszywej koncepcji człowieka. Fałszywy obraz nas samych sprawia, że zwykle nie wnikamy w głąb siebie; wbrew porządkowi rzeczy, utrzymuje naszą uwagę na powierzchni naszego ja i kieruje ją poza nas samych. W ten sposób człowiek skierowany na zewnątrz zaczyna żyć na obrzeżach swego istnienia. Tam zaczyna doświadczać cierpienia i samotności. Człowiek nie wie kim jest i to wydaje się być problemem naszego wieku. Kryzys ludzkiej tożsamości.
Czy jest więc możliwe sformułowanie definicji wychowania jako takiego? Myślę, że definicja wyłania się sama.
Wychowanie to proces naturalnego wydobywania człowieczeństwa, dokonujący się bezustannie przez całe ludzkie życie i obejmujący każdego człowieka bez względu na wiek i status społeczny. Wychowanie dokonuje się poza wszelkimi strukturami organizacyjnymi (a w istocie - mimo nich) i jako takie nie może być wtłoczone w żadne ramy instytucjonalne.
Wychowanie to proces szukania tego, co w każdym z nas wartościowe i piękne. Jeśli przebiega zgodnie ze zwykłym porządkiem rzeczy, przybliżając nas do prawdy i człowieczeństwa - możemy to nazwać mądrym wychowaniem. Bywa i tak, że przebiega pod prąd naturalnego dążenia, unikając i obchodząc, wybierając substytuty człowieczeństwa, opóźniając lub blokując proces ujawniania się prawdy - wówczas trzeba to nazwać błędnym wychowaniem.
Wychowanie jako takie trwa bez względu na wolicjonalne działanie człowieka. Odbywa się bez względu na to, czy jesteśmy tego świadomi, czy też nie. Jedynym wyborem, jakiego możemy dokonać, jest wybór pomiędzy mądrym wychowaniem a błędnym wychowaniem.
System oświaty zapewnia realizację "prawa każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej do kształcenia się oraz prawa dzieci i młodzieży do wychowania i opieki, odpowiednich do wieku i osiągniętego rozwoju"[10],
Bez ryzyka można gwarantować coś, co dokonuje się bezustannie, czy tego chcę, czy nie. To tak, jakby zapisem w konstytucji gwarantowano nam powietrze do oddychania, a dzieciom wypadanie zębów mlecznych. I w pierwszym, i w drugim wypadku obejdzie się bez tego rodzaju gwarancji. Wychowanie to proces, który odbywa się cały czas i nie zważa na nasze zachcianki. Świat cały czas oddziałuje na młodzież, cały czas wychowuje, natomiast sedno tkwi nieco głębiej. Warto zadawać sobie wciąż pytanie olbrzymiej wagi: w jakim dokonuje się to kierunku?
Bardzo potrzebna jest więc dyskusja o wychowaniu i cieszy sam fakt podejmowania tej debaty. Ważnym sygnałem jest dokument wydany przez MEN. Warte zauważenia w myśleniu o szkole jest przesunięcie w stronę aksjologiczną. W mówieniu i pisaniu o wychowaniu niezmiernie cenny jest autentyzm przekazu. W tym sensie artykuł Lesława Otręby zyskał znacznie przez swój ostatni fragment Refleksja bardzo osobista, wzmacniający jego wymowę, a tekst Stefana Wlazło jest przekonywujący od początku do końca. I właśnie taka otwartość skłania innych do dzielenia się swymi przemyśleniami.
Przytoczona przeze mnie definicja wychowania oraz rozważania zawarte w artykule nie są wymierzone przeciw programom wychowania i działaniom, które dokonują się na niwie edukacyjnej. Nie należy jedynie przeceniać mocy sprawczej planów wychowawczych na papierze. Warto natomiast uświadamiać sobie przestrzeń w jakiej proces ten nieuchronnie zachodzi oraz odnajdywać w sobie pokorę, pozwalającą dostrzec i zaakceptować bycie wychowankiem, nawet uczniów i własnych dzieci. Potrzeba odwagi, by przestać oszukiwać siebie i innych, że świat dorosłych zawsze wie lepiej. Jest bowiem sporo dzieci, które czasem wiedzą albo czują, przeczuwają więcej niż dorośli.
Ograniczonego zaufania do nieomylności dorosłych uczy choćby historia najnowsza, rejestrująca na zimno, co człowiek drugiemu człowiekowi uczynił i ciągle czyni. Dlatego tak akcentuję potrzebę świadomego bycia, a przynajmniej zdawania sobie sprawy ze stanu własnego umysłu i ducha, zwłaszcza, gdy ma się do czynienia z młodzieżą. Humanista czy katecheta, który nie kocha ludzi, jest parodią treści, które głosi. Nieszczęśliwi ludzie nie mogą uczyć szczęścia; są kabotynami i hipokrytami, jeśli wbrew rozsądkowi to czynią. To są przykłady błędnego wychowania. Mogą natomiast zacząć naprawdę chcieć się zmieniać, by być szczęśliwymi - doświadczą w ten sposób mądrego wychowania.
Młodzi wciąż szukają, wielu dorosłych przestało szukać. Świat dorosłych wyszkolił się w unikach, by zachować
status quo pozornego ciepełka, w istocie zaś nijakości. Świat młodych często bywa napastliwy, natarczywie domaga się uwagi od tych bardziej dojrzałych. Klasycznym przykładem są narkotyki. Świat dorosłych jest bezradny wobec tego problemu. Nie wie, jak go rozwiązać, dlatego najchętniej unika rozmów na ten temat, lekceważy go lub negując jego istnienie, wypiera go ze świadomości. Czasami wypowiedzi dyrektorów czy nauczycieli i bezradność rodziców są tego jaskrawym dowodem.
Z drugiej zaś strony są szkoły i rodziny, mogące służyć przepięknymi przykładami mądrego wychowania. Myślę, że każdy z nas przechowuje we wdzięcznej pamięci wiele postaci z lat młodzieńczych, które zaważyły pozytywnie na jego życiu. Jestem głęboko przekonany, że wbrew utyskiwaniom malkontentów, obecnie świat nie jest gorszy niż kiedyś.
Wprawdzie otaczająca nas rzeczywistość wydaje się przytłaczać nas przykładami błędnego wychowania, by użyć zaproponowanej terminologii, lecz ich przewaga jest tylko ilościowa. Jakościowo błędne wychowanie nie jest w stanie zniweczyć mądrego wychowania. Po prostu fałsz zawsze traci swą moc w obecności prawdy. Wystarczy jej jeden świadek, by obnażyć nicość rozdmuchanego do monstrualnych rozmiarów fałszu. Ciemności pierzchają przed jednym małym światełkiem, okazując się tylko złudzeniem. Jeden, dwóch, trzech prawdziwych nauczycieli-wychowawców w jednej szkole to już bardzo dużo. Nie lękając się bycia prawdziwą osobowością, jaśnieją na tle otaczającej ich nijakości. Nie ma szkoły, w której nie byłoby takich nauczycieli. Ktoś kiedyś powiedział, że wielkie religie świata przetrwały dzięki swym świętym, i że wystarczy jedna wielka postać na sto lat, by wszystko toczyło się do przodu.
Świadomi, że wychowanie jest w istocie odkrywaniem tego, co jest w nas, nie musimy się obawiać, iż media, totalitarne systemy polityczne, gangi i światy przestępcze zdominują nasze życie. Karmiące nas okropieństwami tego świata media w większości przypadków propagują niestety błędne wychowanie. Na szczęście dla nas - uczestników bezustannie trwającego wychowywania, media są tylko jego częścią, a nie dominantą. Człowiek pozostaje wolny w swym myśleniu. Może to być wolność niechciana, nie uświadamiana, nawet poniechana i zamieniona na niewolę - lecz wszystko to mocą wolności, która bezustannie dopomina się prawdy. Człowiek tęskni za czymś więcej niż ułuda, którą sam wytworzył. Dowodem na to może być m. in. niezwykłe zainteresowanie książkami Paulo Coelho, który pragnie otworzyć przed współczesnym człowiekiem duchowy wymiar świata i przypomnieć, że "jeśli posłuchamy głosu dziecka w naszej duszy, oczy nasze znów nabiorą blasku"[11].
| [1] | Szkolny Program Wychowania, Uwarunkowania Historyczne. Powrót |
| [2] | Julian Kania: W trosce o "mądre wychowanie", "Dyrektor Szkoły",
2000, nr 4. Powrót |
| [3] | Stefan Wlazło: Jak widzę program wychowania w szkole, "Dyrektor Szkoły",
2000, nr 4. Powrót |
| [4] | Lesław Otręba: Przyśpieszony kurs inżynierii
pedagogicznej, "Biuletyn Informacyjny. Informatyka w szkole", 2000, nr 2. Powrót |
| [5] | Wielka Internetowa Encyklopedia Multimedialna, www.encyklopedia.pl/wiem/009547.html Powrót |
| [6] | Wielka Internetowa Encyklopedia Multimedialna, www.encyklopedia.pl/wiem/006f04.html Powrót |
| [7] | Szkolny Program Wychowania, Każdy Nauczyciel Wychowawcą. Powrót |
| [8] | Słownik Języka Polskiego, t. 2, PWN, Warszawa 1979. Powrót |
| [9] | Słownik Języka Polskiego, t. 3, PWN, Warszawa 1979. Powrót |
| [10] | USTAWA z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty, Rozdział 1,
Art. 1, ust. 1. Powrót |
| [11] | Paulo Coelho, Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam, Wydawnictwo
"Drzewo Babel", Warszawa 1997. Powrót |