Marek Konieczniak
Arkusz rozumiany inaczej


Przez blisko trzy miesiące szkoliliśmy w naszym ośrodku dyrektorów szkół, jak posługiwać się programem ARKUSZ ORGANIZACYJNY 2000+. W trakcie tych szkoleń pośród rozmaitych pytań dotyczących tego programu usłyszałem i takie:

Dlaczego ja mam się zajmować liczeniem pieniędzy? Co teraz będą robiły księgowe? Co będą robili w gminie? Czy nie wystarczyłby prosty program, żeby sekretarka mogła wpisać wszystkie niezbędne informacje? Dlaczego szkolenie trwa aż trzy dni?

Oczywiście, tak reagowali tylko niektórzy dyrektorzy, w sumie jednak ich odsetek był na tyle znaczący, że warto się zastanowić, skąd się biorą takie reakcje? Myślę, że odpowiedzi należy szukać w definicji arkusza, jaka została utrwalona w świadomości dyrektorów.

Prawo oświatowe i kalendarzowy dylemat

Zobaczmy, jak arkusz definiowany jest w prawie oświatowym, bo sądzę, że rzuci to wiele światła na problem. W zarządzeniu ministra edukacji narodowej w sprawie ramowego statutu szkół publicznych, dotyczącym obecnie tylko szkół średnich, czytamy:

§ 13. 1. Szczegółową organizację nauczania, wychowania i opieki w danym roku szkolnym określa arkusz organizacji szkoły opracowany przez dyrektora, najpóźniej do 15 maja każdego roku, na podstawie planu nauczania oraz planu finansowego szkoły [wytłuszczenie moje]. Arkusz organizacji szkoły zatwierdza organ prowadzący szkołę.

2. W arkuszu organizacji szkoły zamieszcza się w szczególności liczbę pracowników szkoły łącznie z liczbą stanowisk kierowniczych, ogólną liczbę godzin przedmiotów i zajęć obowiązkowych oraz liczbę godzin przedmiotów nadobowiązkowych, w tym kół zainteresowań i innych zajęć pozalekcyjnych finansowanych ze środków przydzielonych przez organ prowadzący szkołę[1].

Rozporządzenie ministra edukacji w sprawie ramowych statutów szkół publicznych, podstawowych i gimnazjów nie wprowadza zmian do opisu tego, co zamieszcza się w arkuszu, natomiast dyrektorskie powinności dotyczące arkusza ujmuje trochę inaczej:

§ 11. 1. Szczegółową organizację nauczania, wychowania i opieki w danym roku szkolnym określa arkusz organizacji szkoły opracowany przez dyrektora szkoły, z uwzględnieniem szkolnego planu nauczania, o którym mowa w przepisach w sprawie ramowych planów nauczania - do dnia 30 kwietnia każdego roku. Arkusz organizacji szkoły zatwierdza organ prowadzący szkołę do dnia 30 maja danego roku[2].

Najbardziej zaskakującą częścią definicji arkusza z zarządzenia MEN dotyczącego szkół średnich jest informacja, że arkusz należy utworzyć na podstawie planu finansowego szkoły. Takie zalecenie ma sens, o ile myśli się tylko o czterech końcowych miesiącach bieżącego roku kalendarzowego. Jednak zatwierdzony w maju arkusz ma decydujący wpływ na koszty utrzymania szkoły aż przez 8 miesięcy następnego roku, zatem to właśnie on musi stanowić podstawę do przygotowania planu finansowego na przyszły rok.

Przywodzi to na myśl odwieczny dylemat: co było wcześniej - jajo czy kura? Arkusz organizacyjny szkoły czy plan finansowy? W każdym razie ścisłe powiązania obu tych dokumentów nie ulegają wątpliwości. Trzeba więc pamiętać, że przyjęte rozwiązania  organizacyjne zawsze mają aspekt finansowy.

Dyrektor wobec zmian

Tymczasem, wskutek ustaleń sprzed dziesiątków lat i w ślad za praktyką, arkusz kojarzy się dyrektorom nie z pieniędzmi do policzenia, tylko z "płachtą", czyli wysiłkiem ujęcia na papierze najważniejszych informacji o organizacji roku szkolnego - ile godzin dla oddziałów, ile dla nauczycieli, prawa strona musi się zgadzać z lewą, czyli ćwiczenia z dodawania słupków. To zrozumiałe - siła przyzwyczajeń! Niestety, te rachunki nie mają nic wspólnego z liczeniem pieniędzy potrzebnych na realizację zadań zaplanowanych w arkuszu. Arkusz, tak jak zdefiniowano go (patrz przytoczone wcześniej przepisy) w czasach, gdy o ekonomicznych aspektach funkcjonowania oświaty nie mówiło się wcale, nie przewidywał planowania kosztów zajęć dydaktycznych i innych. Nie wymagano tego od dyrektora, więc nigdy tego sam nie robił.

Do niedawna dyrektor finansami w ogóle nie musiał się przejmować[3], w bardzo wielu szkołach jest tak do tej pory. To nie była jego działka. Nikt od niego tego nie wymagał. Miał od tego księgową - w szkole czy w ZEASz-u. Opracowywał arkusz organizacyjny, przekazywał księgowej, a ona robiła z tego plan finansowy szkoły. A jak robiła? Wskaźnikowo, bo inaczej nie było trzeba. Tyle, co w roku ubiegłym, do tego zeszłoroczna kwota razy procent inflacji, "no i coś tam jeszcze, pani Basiu, można nadrzucić, może nie obetną".

Później od talentów oratorsko-perswazyjnych dyrektora zależało, czy uda mu się wynegocjować z organem prowadzącym więcej niż koledze z sąsiedniej szkoły. Pisał o tym Mariusz Tobor w swoim ostatnim artykule, nazywając taki sposób działania negocjacyjną metodą ustalania organizacji i budżetów placówek[4].

Dyrektorzy nadal mogą udawać, że ustrój w naszym kraju się nie zmienił i tak funkcjonować, lecz księgowe i gminy już nie. Inaczej mówiąc, dyrektor jeszcze dziś może zwalniać się z potrzeby zajmowania się finansami, lecz w księgowości szkolnej i gminnej nie da się już stosować wygodnych metod wskaźnikowego planowania budżetu.

Nowe szkoły wymagają nowego podejścia. Nie mają przeszłości, do której można by się odwołać. A człowiek kocha przeszłość. Nie chce się bez niej obejść, bo daje mu poczucie bezpieczeństwa, nawet jeśli jest bolesna i nieciekawa. Woli to, do czego przywykł, od nieznanego, nowego. To naturalne, że doświadczenia przeszłości wykorzystujemy do oceny teraźniejszości, ale niekoniecznie jest to najlepsze. Przebłysk geniuszu często przekreśla przeszłość stawiając pod znakiem zapytania doświadczenia naszych przodków. Wszelki rozwój to swoiste zrywanie z przeszłością, pomysł by zobaczyć rzeczywistość inaczej. W tym celu trzeba nieraz zrezygnować z kurczowego trzymania się utartych praw i prawd. Problem z każdą reformą, złą czy dobrą, przeciętną czy wybitną, to problem przywiązania do przeszłości właśnie. Reforma to świadome działanie, by zmienić to, co się zestarzało i zdezaktualizowało. Niestety, bywa postrzegana jako próba wykorzenienia nas z... przeszłości właśnie.

Siła przeszłości czy nieuchronność rozwoju?

Arkusz organizacyjny jest bardzo mocno zakorzeniony w przeszłości, bo odkąd szkoła stała się instytucją, trzeba było planować i organizować rok szkolny. Specyfika pracy w szkole wymaga precyzyjnego zaplanowania, kto będzie uczył danego przedmiotu, w jakim wymiarze, które klasy i kiedy. Oczywiście niesie to ze sobą skutki finansowe, lecz jeśli arkusz robiony jest ręcznie, to kwestią finansów zajmuje się księgowość.

Czy komputer, wkraczając w dziedzinę planowania, coś zmienia? Używając komputera, też planujemy i organizujemy rok szkolny. Sumujemy godziny nauczycielskie i uczniowskie, a raczej - godziny się sumują automatycznie, my kontrolujemy tylko komu i ile ma się sumować. Jednakże nie to jest najistotniejsze i najciekawsze. Komputer robi coś, co jest fascynujące tym bardziej, im mniej znamy się na finansach i księgowości. Komputer liczy pieniądze, jakie trzeba wydać na każdą przydzieloną godzinę!

Wiem, że komuś stwierdzenie to może się wydawać mało odkrywcze. Ktoś inny może chcieć sprowadzić mnie na ziemię pytaniem: "Co wobec tego będą robiły księgowe?". Już śpieszę z odpowiedzią. Będą robiły to samo, co do tej pory - księgowały i przygotowywały sprawozdania, a na koniec roku zajmą się bilansem. Nadal konieczne jest przecież sprawowanie kontroli nad wykonywaniem zaplanowanego budżetu. Planowaniem budżetu zajmą się tylko w odniesieniu do jego niewielkiego około 20-30% wycinka, bo reszta (70-80%) to wydatki na płace. Płace natomiast najlepiej zaplanuje dyrektor.

Nie, wcale się nie przejęzyczyłem. Za pomocą wyspecjalizowanego programu komputerowego dyrektor jest w stanie lepiej niż księgowa odzwierciedlić rzeczywistość finansową szkoły. Lepiej, czyli szybciej oraz o wiele dokładniej. W jaki sposób? Wystarczy, że rzetelnie przygotuje projekt organizacji szkoły w formie elektronicznej, biorąc za niego pełną odpowiedzialność. W tym celu po pierwsze - zrobi arkusz sam, bo zarządza szkołą on, a nie referent. Po drugie - postara się z pewną dozą pokory zrezygnować z niektórych przeświadczeń a priori na temat tego, do czego ma służyć elektroniczny arkusz.

Sposób postrzegania arkusza zaproponowany przed laty przez prawo oświatowe musi zostać zmodyfikowany i to nie dlatego, że już od jakiegoś czasu powstają elektroniczne wersje arkuszy (jest w użytku np. program ARKUSZ ORGANIZACYJNY 2000+).

Arkusz w naturalny sposób musiał stać się czymś więcej niż tylko zapisem godzin, nazwisk i nazw oddziałów na papierowej płachcie. Postęp cywilizacyjny i technologiczny bez pytania o naszą zgodę przedefiniował wiele skostniałych praw, prawd i zasad, które wydawały się jeszcze nie tak dawno bardzo stabilne i nic nie zapowiadało ich zmiany. Nie ominęło to również oświaty. Arkusz elektroniczny to próba nadążenia za tymi zmianami. Nie jest on więc ulepszoną formą papierowej płachty, bo papierowa płachta już nie wystarcza, by budżet w szkole zaplanować rozsądnie i racjonalnie.

Elektroniczny arkusz organizacyjny - od wyobrażeń do faktów

By zrozumieć, czym jest arkusz elektroniczny i do czego służy, dobrze jest najpierw zdać sobie sprawę z tego, do czego elektroniczny arkusz nie służy i czym nie jest. Program komputerowy ARKUSZ ORGANIZACYJNY 2000+ nie służy tylko do wydrukowania ładnej płachty, choć potrafi to zrobić. Nie służy tylko do przygotowania danych do planu lekcji, choć jest to jego bardzo ważna funkcja. Nie służy tylko do gromadzenia danych osobowych pracowników szkoły, choć są one w nim zawarte. ARKUSZ ORGANIZACYJNY 2000+ nie jest tylko zbiorem tabelek, które należy wypełnić, choć jest w nim wiele tabel. Nie jest programem dla informatyków, sekretarek, referentów, księgowych, nauczycieli matematyki i fizyki, choć niewykluczone, że osoby te byłyby w stanie się nim posługiwać.

ARKUSZ ORGANIZACYJNY 2000+ jest przede wszystkim kompletną koncepcją jednolitego, uniwersalnego sposobu opisu edukacyjnej rzeczywistości w taki sposób, by w każdym momencie organizacyjny opis placówki przekładał się na koszty jej prowadzenia.

W przykładowej, fikcyjnej szkole w Widliszkach Wielkich 5 godzin j.polskiego pani Grażyny Gruszczyńskiej to 0,28 etatu przeliczeniowego, 462,53 zł wynagrodzenia brutto i 609,07 zł całkowitych kosztów, jakie ponosi szkoła. Tyle samo godzin  drugiej polonistki, pani Wandy Kołakowskiej, stanowi tyle samo etatu przeliczeniowego, lecz przełożone na pieniądze da nam mniej, bo 341,28 zł wynagrodzenia brutto i 449,41 zł kosztów. Pani Gruszczyńska to nauczyciel mianowany, pani Kołakowska - kontraktowy. Pan Woźniak zarabia brutto 1774 zł, a szkołę kosztuje to 2336 zł. Pani Ciszewska jest woźną w zespole szkół, czyli po 0,5 etatu na liceum i gimnazjum. 511 zł jej wynagrodzenia to 621 zł kosztów dla liceum i tyle samo dla gimnazjum. Inaczej wygląda sprawa z sekretarką, panią Murek. Jej zatrudnienie jest dla liceum kosztem w wysokości 934,38 zł, dla gimnazjum w wysokości 622,92 zł.

Proszę mi wskazać księgową w zespole szkół, która "bawi się" w rozdzielanie kosztów etatów sprzątaczek, woźnych, konserwatorów, bibliotekarzy pomiędzy poszczególne szkoły. A dyrektorzy i ich zniżki? Gdzie księgowość zadaje sobie trud, by rozdzielić zniżkę na dwa rozdziały klasyfikacji budżetowej? W programie jest to bardzo proste. Dyrektor decyduje, że należy tak uczynić, informując komputer, jaki wymiar zniżki obciąży jedną szkołę w zespole, a jaki - drugą. W zamian za wpisaną informację program poda mu, jaki koszt przypada na każdą ze szkół.

Księgowość nie przywykła robić tego w ten sposób. Przy użyciu kalkulatora zabierałoby to zbyt wiele czasu. Zresztą dotychczas taka szczegółowość nie była konieczna. W większości szkół do tej pory budżet planowany był w oparciu o jego wykonanie za rok poprzedni. Już wiemy, że - po przejęciu szkół przez jednostki samorządu terytorialnego i reformie struktury szkolnictwa - tak nie można. Co więcej, obecnie potrzeba nam wiedzy o realnych kosztach prowadzenia poszczególnych części składowych placówek (pojedynczych szkół w zespole, warsztatów itp.), więc trzeba się "bawić" w rzetelne rozdzielanie kosztów, bo inaczej obraz finansowej rzeczywistości będzie zafałszowany. Przy użyciu ARKUSZA ORGANIZACYJNEGO 2000+ po szczegółowym, zgodnym z realiami przypisaniu np. poszczególnym szkołom w zespole obciążeń płacowych - wyliczenie kosztów funkcjonowania każdej z nich z osobna następuje automatycznie.

Czy księgowość jest w stanie podać nam koszty wynagrodzeń nauczycieli i administracji przypadające na jednego ucznia? Pewnie tak, ale zwykle tego nie robi. Czy zna współczynnik dostępności nauczycieli dla uczniów, czyli ile etatów przypada na ucznia? Pewnie jest w stanie to wyliczyć, ale nie od razu. Czy księgowość poda nam koszty zajęć nielekcyjnych i wszystkich języków obcych? Pewnie tak, ale tylko na polecenie służbowe dyrektora szkoły. Czy księgowość zechce zaprezentować, jak wygląda struktura zatrudnienia w odniesieniu do stopnia awansu zawodowego, stażu pracy, wykształcenia? Pewnie nie, bo dlaczego miałaby to robić?

Co może dyrektor?

Większość dyrektorów szkoły nie ma kwalifikacji ani czasu, żeby samemu robić to, co księgowość robi, lub czego nie robi. I bardzo dobrze. Nawet jeśli któryś z nich ma takie kompetencje, to na tego rodzaju wyliczenia  szkoda jego czasu. Ostatecznie nie to jest jego rolą. Natomiast posiadanie rozeznania finansowych konsekwencji  posunięć dotyczących organizacji zajęć i funkcjonowania szkoły jest obecnie absolutnie niezbędne. Dyrektor, który posługuje się programem komputerowym, wyliczenia tego rodzaju otrzymuje gratis, w zamian za niewspółmiernie mały wysiłek wypełnienia arkusza w komputerze. Dyrektorowi mającemu wyliczone koszty poszczególnych rozwiązań organizacyjnych pozostaje tylko wyciągnąć z tego wnioski, czyli rozsądnie wybrać.

Dlatego, będąc dyrektorem szkoły, warto przemóc pokusę pozostawania w wygodnym kokonie swej naturalnej i usprawiedliwionej niewiedzy finansowo-księgowej. Nie trzeba kończyć studiów podyplomowych z finansów i zarządzania, by docenić i zrozumieć informacje kwotowe, które program sam nam wylicza. Jest tylko jeden warunek. Trzeba chcieć oderwać się od przeszłości. Trzeba chcieć otworzyć się na szersze rozumienie, czym jest arkusz elektroniczny i nie bronić się przed tym, co nam oferuje.

Z komputera w szkole do komputera w gminie

Pełne wykorzystanie elektronicznych arkuszy organizacyjnych leży w interesie nie tylko szkoły, ale i organu prowadzącego szkoły, czyli gminy. Na pytanie, jak dzielić to, czego jest za mało, w sposób gruntowny stara się dać odpowiedź Mariusz Tobor w cytowanym już artykule. W naturalny sposób postrzeganie finansowych konsekwencji posunięć organizacyjnych w szkołach współistnieje z postrzeganiem arkusza organizacyjnego szkoły przez oświatowych decydentów w gminach. Niestety, podobnie jak w szkołach, wieloletnie nawyki biorą nieraz górę nad dociekliwością, bo doświadczenia przeszłości wykrystalizowały pewien model, który na razie trwa i nie chce ustąpić.

Do dzisiaj naturalnym wydaje się, że w wydziałach edukacji są ludzie od czytania arkuszy pod względem ich poprawności merytorycznej i ludzie od liczenia pieniędzy. Niebanalnym jest pytanie, komu w gminie pokazać program komputerowy, by zachęcić do zmiany podejścia do arkusza. Te osoby, które do tej pory sprawdzały arkusze, często nie kojarzą ich wprost z pieniędzmi. Pieniądze - to pokój obok, tam arkusz już nie jest tak bardzo potrzebny, jak plan finansowy, który dyrektor (czytaj: księgowa) powinien również dostarczyć. A przecież zatwierdzenie przyniesionego arkusza organizacyjnego to zatwierdzenie 70-80% wydatków, jakie trzeba ponieść na utrzymanie danej szkoły.

Arkusz organizacyjny i rzecz o osowiałym sąsiedzie

Arkusz organizacyjny to "papierowa płachta" z pewnymi informacjami o sposobie zorganizowania pracy w szkole na dany rok. Komputerowy arkusz organizacyjny to aktywny proces tworzenia pełnego opisu organizacji szkolnej rzeczywistości ze wszystkimi jej najistotniejszymi aspektami. Papier jest neutralny, pasywny, przyjmie wszystko; może jedynie gorzej lub lepiej reagować na atrament czy tusz. Biel kartki w bezpośredni sposób nie zmusza do myślenia, jest tylko przestrzenią do wypełnienia, przy czym pozostaje obojętna na sensowność zapisów. W przeciwieństwie do niej arkusz komputerowy jest aktywny, nie przyjmie wszystkiego, zmusza do myślenia, podpowiada, reaguje na błędy i je wskazuje, przelicza i podaje dane do analizy - i w ten sposób tworzy nową jakość.

Papierowy arkusz upomina się tylko pustą przestrzenią tabelek o uzupełnienie. Arkusz komputerowy współtworzy spójną koncepcję opisu szkoły. Arkusz na papierze to wynik pracy umysłowej jednej osoby - tego, kto go wypełnia, monolog bez widowni. Wypełnianie arkusza zawartego w programie komputerowym to dialog z myślą już w nim zawartą, ze spójną koncepcją autorów programu, którzy czerpali z wieloletnich doświadczeń licznych dyrektorów szkół.

By zrozumieć, jak działa i co robi komputerowy arkusz organizacyjny, trzeba chcieć zrezygnować z dopasowywania programu do swojej wiedzy na temat arkusza na papierze. Odwrotnie, trzeba zacząć porównywać to, co od dziesiątek lat oglądamy na papierze z tym, czego potrafi dostarczyć komputer.

Arkusz organizacyjny w komputerze nie jest, jak chcieliby niektórzy, tylko "elektroniczną płachtą", papierem na ekranie. Kto myśli o arkuszu komputerowym w ten sposób, jest w błędzie tak samo, jak ten kto sądzi, że jedyną zaletą edytora tekstów jest pisanie ładniejszych pism niż te wystukane na maszynie. W obu wypadkach przenosimy przeszłe doświadczenia na teraźniejszość, a one - wskutek postępu - już do niej nie przystają.

Jest w komputerowym arkuszu pewna myśl, koncepcja oparta na doświadczeniu. A równocześnie nowy pomysł, instrument umożliwiający liczenie pieniędzy w ramach zarządzania szkołą. Temu, kto zajmuje się organizacją zajęć, wcale nietrudno posiąść wiedzę na temat posługiwania się takim arkuszem. Wbrew przypuszczeniom jednak nie sprowadza się ona tylko do wyuczenia się, który klawisz nacisnąć. Choć jest to wiedza niezbędna, ale niewystarczająca. Stąd błędem jest wysyłanie informatyków na kurs w zastępstwie dyrektora.

Znam sąsiada, który kupił samochód i żonę wysłał na kurs, żeby się nauczyła jeździć... za niego. Nauczyła się, tylko nie za niego. Sąsiad chodzi osowiały, a żona jeździ. Z pewnością klikać informatyk nauczy się szybciej, bo z komputerem jest za pan brat, lecz korzystać z pełni możliwości komputerowego arkusza nie będzie, bo obce jest mu zarządzanie szkołą. Dyrektorzy na kursie pytają, jak rozwiązać problem zajęć międzyoddziałowych i jak opisać zatrudnienie pracownika sezonowego, a informatycy chcą wiedzieć, w jakim języku został napisany program i ile zajmuje miejsca na dysku.

Hulajnogą po ekranie

Mam świadomość, że na stosunek do komputerowego arkusza organizacyjnego wpływa jeszcze wiele innych czynników: społeczna atmosfera wdrażania reform w oświacie, rozmaity poziom kompetencji MEN-owskich urzędników, rozgoryczenie niektórych nauczycieli (zwłaszcza dobrych i bardzo dobrych o większym stażu), brak rzetelnej informacji oraz często brak spójnych i jasnych działań organów prowadzących szkoły w niektórych gminach. Po części również i to sprawia, że pewna grupa nauczycieli-dyrektorów mało entuzjastycznie podchodzi do komputerowego sporządzania arkusza. Słyszałem niejednokrotnie opinie o takim wydźwięku: To oni mnie do tego zmuszają, żeby za nich odwalić kawał roboty, a ja i moja szkoła i tak nic z tego nie będziemy mieć. Psychologicznie rzecz biorąc, są to często reakcje uzasadnione. Natomiast jeśli popatrzyć na to pragmatycznie - takie podejście pogłębia frustrację, zamiast ją łagodzić. Oczywiste absurdy oświatowej rzeczywistości nie powinny być wymówką, by poprzestawać tylko i wyłącznie na jej krytyce, bez względu na to, jak bardzo byłaby uzasadniona.

Świadome i efektywne korzystanie z komputerowego arkusza organizacyjnego może być próbą zrobienia czegoś konstruktywnego, wyjścia poza oświatowe absurdy. Niestety, jeśli użytkownik chce traktować elektroniczny arkusz jak papier, to wówczas następuje nieuchronne załamanie się komunikacji. Człowiek przed komputerem i ludzka myśl zawarta w komputerowym programie zaczynają mówić różnymi językami.

Użytkownik programu do tworzenia arkusza chce pustki ekranu, by wpisać w nią to, co do tej pory robił ręcznie. Okazuje się jednak, że program zaczyna komunikować o wiele więcej i niestety czasami brak mu pokory celulozowego produktu - upiera się przy swoich założeniach. Jeśli w tym momencie użytkownikowi również zabraknie pokory i nie zechce zadać pytań i poszukać odpowiedzi, to arkusz w komputerze nie spełni jego oczekiwań. Nigdy. Arkusz w komputerze nigdy nie będzie tylko ulepszoną wersją papierowej kartki, tak jak samochód nie jest tylko ulepszoną wersją hulajnogi. Kto nad tym ubolewa, niech pomyśli, jak niewygodnie byłoby przemieszczać się samochodem, uparcie trzymając się dobrze sprawdzonej techniki rozpędzania hulajnogi. Równie niewygodne jest używanie techniki pokonywania papierowego arkusza do poruszania się po elektronicznych przestrzeniach ekranu.


[1] ZARZĄDZENIE MINISTRA EDUKACJI NARODOWEJ z dnia 19 czerwca 1992 r. w sprawie ramowego statutu szkół publicznych dla dzieci i młodzieży (Dz. Urz. MEN Nr 4, poz. 18, sprost. Nr 5) obowiązuje od dnia 1 sierpnia 1992 r. (od dnia 1 września 1999 r. dotyczy tylko dotychczasowych szkół średnich ogólnokształcących, zasadniczych i średnich zawodowych oraz pomaturalnych).
Powrót

[2] ROZPORZĄDZENIE MINISTRA EDUKACJI NARODOWEJ z dnia 15 lutego 1999 r. w sprawie ramowych statutów publicznej sześcioletniej szkoły podstawowej, publicznego gimnazjum oraz publicznego przedszkola (Dz. U. Nr 14, poz. 131 oraz z 2000 r. Nr 2, poz. 20) obowiązuje od dnia 1 września 1999 r.
Powrót

[3] Nieliczne szkoły były chwalebnymi wyjątkami od tej reguły.
Powrót

[4] Mariusz Tobor: Jak dzielić to, czego ciągle jest za mało. Sprawdzona metoda podziału budżetu oświaty "Biuletyn Informacyjny. Informatyka dla szkoły", 2000, nr 4.
Powrót