Czytanie krzepi


okładka Anne Moir, David Jessel
"Płeć mózgu.
O prawdziwej różnicy między mężczyzną a kobietą"

Sięgnąłem po tę książkę po raz drugi w życiu wskutek splotu okoliczności. Tak się złożyło, że w poprzednim numerze opublikowaliśmy kilka artykułów na temat różnic w podejściu osób różnych płci do używania komputera. Wypowiadali się w tej kwestii m.in. profesorowie socjologii i psychologii. W redakcji odbyła się też znacznie dłuższa niż zazwyczaj dyskusja merytoryczna. Prawie w tym samym czasie trafiłem na "Płeć mózgu" w ... supermarkecie (o tempora!) i, mimo że czytałem ją już przed laty, postanowiłem ją kupić, by posłużyć się nią do obrony własnych poglądów. Nie zamierzałem bynajmniej o niej pisać w tym miejscu, atoli odezwało się kilkanaście osób, które problem różnic pomiędzy płciami skłonił do refleksji. Popchnęło mnie to do podzielenia się z Czytelnikami odkryciem, które uświadomili mi kiedyś inni. Dodatkowo utwierdziła mnie w tym postanowieniu hiobowa wieść podana zupełnie niedawno w telewizji, jakoby wskutek postępującego zaniku wyrazistości 23. chromosomu (upodobnienia chromosomu X do chromosomu Y poprzez skracanie się i "sklejanie się" dwu "dolnych nóżek" X-a) ród żeński mężniał, a męski niewieściał. Obserwacje te potwierdzali na ekranie australijscy genetycy oraz wspierał swym autorytetem profesor Zbigniew Lew Starowicz, którego wszyscy z seksem, czyli płcią, zapewne kojarzą.

Zacznijmy od tego, że "Płeć mózgu" ukazała się po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii w 1989 roku, w Polsce zaś cztery lata później. Książka, która trafiła w moje ręce teraz, jest ubiegłorocznym dodrukiem do jej drugiego polskiego wydania. Napisali ją dziennikarze - na szczęście kobieta i mężczyzna, co powinno odsunąć podejrzenia o stronniczość. Jedynie Anne Moir miała przygotowanie fachowe do zajęcia się tematem, z wykształcenia jest ona genetykiem z tytułem i przeszłością naukową. David Jessel, jak sam przyznaje, zakończył swoją edukację biologiczną na próbie dokonania sekcji zakonserwowanego karalucha. Opracowanie tematu autorzy oparli przede wszystkim na wiedzy Anne Moir oraz dokonaniach ogromnej liczby naukowców i obszernym przeglądzie publikacji naukowych (na końcu książki znajduje się 17-stronicowa bibliografia).

Najważniejszą dla mnie rzeczą, którą zrozumiałem dzięki tej książce, jest fałszywość dychotomicznego pojmowania płci - kobieta lub mężczyzna, tertium non datur. W naszej tradycji kulturowej nie dopuszczamy, by mogła istnieć płeć pośrednia. Wiele też odstępstw od zachowań przypisywanych stereotypowemu postrzeganiu każdej z dwu płci zwykliśmy kwalifikować jako nieobyczajne, ba - jakoby sprzeczne z naturą (nie mam tu na myśli wyłącznie sfery zachowań seksualnych, ale także np. zamiłowanie niektórych dziewcząt do wspinania się na drzewa czy zainteresowanie jakiejś części chłopców szydełkowaniem). Moir i Jessel wytłumaczyli mi, że alternatywa - kobieta albo mężczyzna - jest raczej uproszczeniem statystycznym, dokonywanym zwykle w chwili narodzin przez położną lub lekarza, niż prawdziwym stanem natury. Przyczyną niepewności określenia płci są procesy przebiegające w życiu płodowym, najpierw - w chwili poczęcia - uwarunkowanie genetyczne (23. para chromosomów), a w dalszym jego przebiegu - hormonalne, sterujące przeobrażeniami różnicującymi rozwój poszczególnych części organizmu ludzkiego, w tym także mózgu. W efekcie przychodzimy na świat niekoniecznie jako stuprocentowe (o pełnej zgodności konstrukcji hormonalno-genetycznej i psychicznej) kobiety czy stuprocentowi mężczyźni. Nasze mechanizmy dziedziczenia są przy ogromnej złożoności naszych organizmów zbyt słabe, by zapewnić taką stuprocentową skuteczność reprodukcji "czystych" płci. Uświadomiwszy sobie to, inaczej spojrzymy na siebie i innych, zwłaszcza zaś na tych, którym odmawiamy prawa do odmienności. Słusznie więc Marek Konieczniak utrzymuje w tym numerze, że czynienie wartości z własnej odrębności, a także usiłowanie uczynienia z niej prawa do zajmowania się czymś lub bycia kimś, czy w końcu bycia lepszym niż ktoś, jest całkowicie nieuprawnione. Jednakowoż przez nieświadomość powyższego zwykle każda liszka swój ogon chwali, a niejeden kocioł przygania garnkowi.

Jest i druga strona tego medalu. Zacieranie różnic pomiędzy płciami, hołdowanie uniseksizmowi przynosi zwykle szkody. Autorzy książki wyraźnie wskazują np. na negatywne konsekwencje koedukacji w poszczególnych fazach rozwoju dziecka z punktu widzenia wykorzystania pełni możliwości rozwojowych. Wątpię, czy głoszenie powrotu do podziału szkół na żeńskie i męskie ktokolwiek uznałby dzisiaj za postępowe. A może jednak? Czy rzeczywiście programy szkolne uwzględniają jakiekolwiek różnice płciowe, choćby tylko te widoczne gołym okiem, że o różnicach płci mózgu nie wspomnę? Czy powszechne przekonanie o tym, że najlepszą zabawką dla chłopca jest samochód, a dla dziewczynki lalka, jest rzeczywiście stereotypem? Czy większa sprawność językowa kilkuletnich dziewcząt lub lepsza wyobraźnia przestrzenna małych chłopców jest wyłącznie skutkiem odpowiedniego kierowania ich wychowaniem i kształceniem? Czy wychowując dzieci w przekonaniu o równości płci (nieistotności różnic) nie jesteśmy w jakiś sposób odpowiedzialni za ich późniejsze nieudane małżeństwa, kiedy to dopiero wówczas, po raz pierwszy w życiu, odkrywają fundamentalne różnice pomiędzy sobą i swymi małżonkami? Takie pytania stawiają autorzy i odpowiadają na nie na ogół twierdząco.

Każdy nauczyciel powinien tę książkę przeczytać, nawet ten, który słuchał uważnie wykładów z psychologii rozwojowej i zdaje mu się, że wie, co i kiedy jest dla dzieci najlepsze. Może być ona także niezłą lekturą dla małżeństw w każdym wieku i w każdym stadium. Odradzam jej czytanie jedynie zagorzałym feministkom.

Mógłbym w tym miejscu skończyć - resztę znajdą Państwo w książce. Wypadałoby jednak przynajmniej wytłumaczyć skąd wziął się jej tytuł. Autorzy dowodzą, że różnice pomiędzy płciami wynikają nie tylko, albo nawet nie tyle, z niejednorodności genetycznych i hormonalnych, co z odmienności mózgów. Te zaś kształtowane są odmiennie, właśnie wskutek różnic genetycznych i oddziaływania hormonów już w najwcześniejszej fazie życia. Tam też Moir i Jessel proponują poszukiwać przyczyny różnic zachowań obu płci.

Zaakceptujmy różnice pomiędzy płciami - mówią autorzy. Norwid ujął to jeszcze lepiej i szerzej, nawołując byśmy uczyli się pięknie różnić. Tak w ogóle, a zatem także przy komputerze. Oddajmy się też czasami chwili refleksji, gdy przy wypełnianiu kolejnego formularza w rubryce "płeć" będziemy wybierać pomiędzy "kobieta" i "mężczyzna".

Lesław Otręba

Anne Moir, David Jessel
"Płeć mózgu.
O prawdziwej różnicy między mężczyzną a kobietą"

PIW, seria ± nieskończoność
Warszawa 2000


okładka C. Nail Macrae, Charles Stangor, Miles Hewstone
"Stereotypy i uprzedzenia. Najnowsze ujęcie"

Jeszcze niedawno widywaliśmy na ulicach ciemnolice żebraczki z dziećmi. Wszyscy wiedzieli, że pochodzą z Rumunii. Pewnie dlatego przed wyjazdem do "kraju obdartych brudasów, żebraków i złodziei" przestrzegali mnie znajomi, którzy nigdy tam nie byli, oraz słowacki celnik i węgierski pogranicznik. W ten sposób przekonałam się, jak "obrazy umysłowe w głowach jednostek" uruchamiają proces tworzenia stereotypu, który w tym wypadku daleki jest do trafności (w Polsce żebrzą głównie rumuńscy Romowie; żebraków spotkałam w Rumunii chyba tylu, co i u nas; w ciągu blisko 20 pobytów tam nigdy mnie nie okradziono).

Zainteresowana tym, dlaczego i jak dochodzi do stereotypizacji, także w kontekście rozpoczętej w poprzednim numerze BI dyskusji na temat podejścia kobiet i mężczyzn do komputera, sięgnęłam po książkę "Stereotypy i uprzedzenia. Najnowsze ujęcie", będącą krytycznym przeglądem prac psychologów amerykańskich i europejskich przeprowadzonym przez 25-osobowe grono autorów, wybitnych specjalistów w tej dziedzinie, pod kierunkiem trzech profesorów: C. Naila Macrae, Charlesa Stangora, Milesa Hewstone’a.

Starają się oni dać odpowiedź na trzy istotne pytania: jak powstają i rozwijają się stereotypy, jak funkcjonują oraz jak można je podważać i zmieniać. Nie kryją przy tym, że podobnie, jak badacze, których dokonania omawiają, nie są w wielu kwestiach jednomyślni.

Czy wspólne dla ludzi należących do danej kultury przekonania społeczne są istotniejsze do indywidualnych? Które z nich silniej wpływają na zachowania społeczne?

Każdy z nas indywidualnie gromadzi spostrzeżenia dotyczące zachowań ludzi ze swego środowiska. W wyniku interpretacji tych cząstkowych informacji powstają przekonania na temat charakterystycznych cech ważnych grup z otoczenia społecznego. Wiedza ta jest gromadzona i wpływa na nasze reakcje na napotkanych przedstawicieli tych grup. W ten sposób stereotypy stają się umysłowymi reprezentacjami świata. I to one wpływają na to, jakich informacji na temat członków różnych grup społecznych poszukuje dana osoba, jakie informacje zauważa.

Po odrzuceniu tego, co nieistotne, tworzone są schematy ułatwiające oszczędne i efektywne przetwarzanie informacji. Za ich sprawą obserwacje potwierdzające stereotypy są lepiej zapamiętywane niż te, które im przeczą (włączanie ich w schemat jest prostsze). Schematy są podstawą do wydawania osądów na temat innych oraz służą jako pomoc przy interpretowaniu niejasnych sytuacji. Kierują także zachowaniem, uruchamiając emocje i tzw. skrypty behawioralne (reakcje właściwe w danej sytuacji). Strategia ta, choć nie zawsze optymalna, w wielu sytuacjach jest wysoce skuteczna. Ułatwia nam przystosowanie się, pozwala unikać poważnych błędów w ocenach, decyzjach itp.

Ważną rolę w tym procesie pełnią tzw. prototypy grupowe. Powstają one przez nadanie grupie tzw. etykiety (np. Niemcy) i przypisanie jej cech, które, jak się uważa, charakteryzują tę grupę (np. potrzeba porządku, obowiązkowość). Dotyczy to wszelkich grup - podwórkowych, zawodowych, hobbystycznych, związanych z ruchami politycznymi czy społecznymi, regionalnych (np. Wielkopolanie, Krakusy), etnicznych, rasowych, płciowych, a nawet grup osób podobnych tylko pod względem wyglądu (np. tzw. ciemnych typów czy pięknych kobiet).

Podczas gdy podejście indywidualne koncentruje się na nabywaniu stereotypów poprzez bezpośrednie interakcje z innymi, podejścia (modele) kulturowe, społeczno-poznawcze akcentują wpływ źródeł pośrednich na sposoby uczenia się stereotypów, ich przekazywania i zmiany. Niezbędne informacje w tym wypadku pochodzą do rodziców, rówieśników, nauczycieli, przywódców politycznych i religijnych, a także są czerpane ze środków masowego przekazu. Wagi nabiera tym samym język przekazu, jako że nie istnieją całkowicie niewerbalne stereotypy społeczne. Szczególnie ważne jest nazywanie, etykietowanie i kategoryzacja jednostek.

Czynniki społeczne wywierają wpływ na słowa, których używamy do opisywania różnych osób czy grup (np. kuternoga, kulas, kaleka czy niepełnosprawny ruchowo; czarnuchy czy Afroamerykanie) oraz skłaniają nas do odgrywania ról wzmacniających uwarunkowane kulturowo stereotypy (np. "mężczyźnie łatwiej zabić karpia" - cechy składające się na stereotyp mężczyzny to m. in. siła, agresywność, słaba ekspresja uczuć). Czasami poprzez dobrze poznane procesy wpływu społecznego "zachęcają nas" do przyjęcia pewnych stereotypów albo przynajmniej wyrażenia aprobaty wobec nich, np. "żołnierz jest dzielny", "kobieta to dobra matka i gospodyni", "Polacy są gościnni" (co rodzi dylemat: ulec oczekiwaniom innych czy pozostać wiernym sobie?). Negatywne stereotypy (np. "grubi są leniwi" albo "kobiety nie są dobre w informatyce"), tym bardziej obraźliwe, im mniej trafne w odniesieniu do konkretnej osoby, bywają też dla jednostek źródłem motywacji do działania na przekór nim.

Stereotypy płci są odzwierciedleniem odmiennych ról społecznych - mężczyznom przypisywana jest rola bardziej czynna czy sprawcza, kobietom - związana z tworzeniem wspólnoty i wyrażaniem emocji. I, co ciekawe, kobiety jako grupa podporządkowana bardziej polegają na tożsamości wynikającej z porównania płci, podczas gdy mężczyźni jako grupa dominująca bazują na tożsamości indywidualnej. W licznych badaniach stwierdzono dominację sądów uzasadniających (psychologowie nazywają je atrybucjami), które utrwalają obiegowe przekonania: kiedy kobieta odniesie sukces w dziedzinie tradycyjnie uważanej za męską, jej osiągnięcie przypisywane jest szczęściu, a nie umiejętnościom czy zdolnościom.

Kultura stanowi w znacznej mierze źródło treści stereotypów, jak twierdzi David J. Schneider "to ona dyktuje nam, co mamy myśleć". Rodzina, Kościół, środki masowego przekazu oraz szkoły informują nas, które stereotypy cieszą się aktualnie powszechnym poparciem, a które wypadły z łask (jak np. międzywojenny antysemityzm w Polsce). Wyraźne są przekazy kulturowe na temat tego, które stereotypy i w jakich warunkach można wyrażać publicznie.

Zarówno w przekazach medialnych, jak i w ramach kontaktów interpersonalnych rodzic - dziecko czy nauczyciel - uczeń do przekazywania stereotypów wykorzystywane są zarówno narzędzia werbalne, jak i niewerbalne. Dziecko słyszy, jak rodzice mówią np. "każdemu lekarzowi trzeba dać", "Cyganie to złodzieje", a nauczyciel zwraca się do niego per "ty sieroto!". Obserwuje także, jak postępują jego bliscy - wszelkie uniki, odwracanie głowy, wyraz dezaprobaty czy pogardy na twarzy itp. służą mu za wskazówki. To wystarczy, by dziecko nauczyło się, że określone kategorie ludzi (np. Czarni, Żydzi, bezdomni, osoby opóźnione w rozwoju) są uważane za mniej wartościowe. W ten sposób nasiąkamy stereotypami do najmłodszych lat, gdy nie jesteśmy jeszcze w stanie krytycznie ocenić ich wiarygodności. Zaczynamy z nich korzystać w różnych sytuacjach, a na skutek częstego odwoływania się do nich po jakimś czasie uruchamiają się one już automatycznie. Oznacza to, że aktywizacja stereotypów kulturowych następuje spontanicznie, w sposób niezamierzony i nie wymaga świadomego wysiłku.

Odwrotnie jest z pozbywaniem się uprzedzeń. Wiele osób świadomych wad i skutków stereotypowego postrzegania w postaci uprzedzeń i dyskryminacji pragnie go unikać albo przynajmniej kontrolować swoje stereotypy - chcemy przecież być sprawiedliwi. Psychologowie wciąż dyskutują, czy to w ogóle jest możliwe. Kłopot w tym, że prawdopodobnie ludzie uruchamiają myślenie stereotypowe zwłaszcza wtedy, gdy są czymś zajęci, rozkojarzeni, spieszą się albo działają pod wpływem emocji lub stresu. Naukowcy wykazali na podstawie doświadczeń, że próby tłumienia stereotypowych myśli mogą powodować ich wzmocnienie, gdy coś, co odwracało naszą uwagę do nich przestanie oddziaływać. Jest to przykład tzw. zjawiska sprężyny. Panowanie nad swoimi reakcjami tylko z obawy przed dezaprobatą opinii publicznej może zatem skutkować ich zaostrzeniem w sytuacji osłabienia presji.

Pewne nadzieje wiąże się raczej z głęboką osobistą motywacją. Jeśli uczynimy z uczciwego, równoprawnego, sprawiedliwego traktowania innych oś swojego wewnętrznego systemu wartości i reagowanie zgodnie z tymi przekonaniami będzie dla nas bardzo ważne, to każda inna reakcja wywoływać będzie poczucie wewnętrznego niezadowolenia. Będziemy więc skłonni unikać jej w przyszłości. Oby nam się udawało!

Małgorzata Sapińska

C. Nail Macrae, Charles Stangor, Miles Hewstone
"Stereotypy i uprzedzenia. Najnowsze ujęcie"

seria psychologii społecznej
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Gdańsk 1999