vulcan

Razem dla lepszej oświaty. Blog

TED Marzenie - inauguracyjny dzień TED2016

xMarek Konieczniak, 2016-03-03

No i już po wszystkim. Wyczekiwane wydarzenie - inauguracyjny dzień TED2016 Marzenie - już się przetoczyło przez polskie kina. Po raz pierwszy w historii TED-a można było zobaczyć retransmisję pierwszego dnia wykładów, tym razem z Vancouver…

Czekałem z dużymi oczekiwaniami na porywające wystąpienia, na intelektualne i emocjonalne wyzwania. TED odbrązowiony…to pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, gdy wyszedłem z kina. Miało zapierać dech w piersiach cały czas, a nie zapierało, a przynajmniej nie cały czas… Ale może to mój problem, a nie TED-a? Zbyt duże oczekiwania, z jakimi usiadłem w kinowym fotelu, wpłynęły na moje postrzeganie rzeczywistości. Do tej pory wybiórczo oglądałem pojedyncze, najlepsze wystąpienia, bo tylko takie umieszczane są na stronie TED. Teraz, po raz pierwszy mogliśmy obejrzeć jeden cały dzień i to było bardzo ciekawe doświadczenie. TED nabrał bardziej ludzkiej twarzy. Nie wszystko wszystkim musiało się podobać.
.....
Ale może krótko, co mi się podobało, a co mnie nie ujęło. Całkiem subiektywny wybór.

Ishita Katyal

Dziesięciolatka z Indii. Mówiła bardzo mądrze, chyba jednak za mądrze, jak na dziesięciolatkę. Nie znaczy to wcale, że mówiła źle, tylko chwilami jej wypowiedzi nie brzmiały autentycznie, zwłaszcza jak na dzieciaka w tym wieku. Za mało było w tym spontaniczności ("I\'ve lived long enough to break the paradigm of phrase”...super, ale czy to są na pewno jej własne słowa? ). Z drugiej strony, Ishita w wieku ośmiu lat napisała książeczkę Simran\'s Diary, którą można kupić na Amazonie. To też się nie przydarza na co dzień ośmiolatkom. Więc może się czepiam? Może.

Ishita mówiła, że wiek jest tylko cyfrą i nie ma żadnego znaczenia. Celna uwaga, zwłaszcza jeśli ta cyfra jest coraz większa. – Pytajcie dzieci – mówiła – o teraz, a nie o przyszłość, nie o to, co będą robili, tylko o to, co teraz ich fascynuje, jak teraz chcą zmieniać świat. I to jest dla mnie najważniejsza puenta jej wystąpienia, jaką powinniśmy sobie wziąć do serca, jako rodzice i jako nauczyciele.

Astro Teller

Fajne wystąpienie. Teller przewodzi Google X laboratories i tak zwanym moonshot projects. Google driveless car i project loon to dwa udane projekty, o których opowiadał. Ale ciekawe było to, że zaczął od tego, ile projektów się nie udaje, ile zabijają i że to jest właśnie dobre i tak powinno być. Im szybciej obalisz ideę, nad którą pracujesz, tym lepiej. Oznacza to bowiem, że jesteś zaangażowany w to, co robisz i nie patrzysz na to, co powiedzą inni. Nie boisz się przerwać pracy nad pomysłem, który był genialny, gdy zacząłeś nad nim pracować, ale okazało się w trakcie pracy, że jednak nie da się go dobrze i sensownie zrealizować. Chodzi głównie o zrealizowanie najlepszych pomysłów, a te muszą wytrzymać napór zdrowej konstruktywnej krytyki i weryfikacji. Jeśli nie wytrzymują, trzeba się umieć szybko z nimi pożegnać. Innymi słowy – rozwijasz szalone pomysły, cały czas starając się je zniweczyć. Jeśli to się nie uda, to dopiero wówczas znaczy to, że mają szansę zostać tymi przełomowymi.

Astro Teller ciekawie opowiadał o tym, w jaki sposób nastąpiła zmiana w myśleniu o bezzałogowych samochodach. Tak długo dopóki projektanci z Google trzymali się idei, że to człowiek jest ostatecznym zabezpieczeniem w poruszaniu się samochodem po drogach, tak długo mieli problemy, a zbyt dużo sytuacji kończyło się niestety wypadkami. Dlaczego? Bo człowiek, który jedzie niby jako pasażer (czyli nic nie musi robić) nie jest w stanie utrzymywać koncentracji tak, by nagle, w sytuacji nieprzewidywalnej, przejmować dowodzenie. A takie było założenie. I wtedy nastąpiło najlepsze rozwiązanie. Możliwość ingerowania człowieka w jazdę bezzałogowym samochodem została całkowicie zlikwidowana. Samochód jedzie całkowicie sam, od początku do końca. Człowiek tylko w nim siedzi i podziwia widoki. Działa ponoć rewelacyjnie! Teller wymieniał olbrzymie cyfry przejechanych już w ten sposób bezkolizyjnie kilometrów.

Riccardo Sabatini

To wystąpienie podobało mi się najbardziej. Nie wszystko mnie przekonało, ale sposób w jaki Włoch Riccardo Sabatini mówił i demonstrował złożoność ludzkiego genomu nie pozostawiała wątpliwości, że fascynuje się tym, co robi. A wszystko zaczęło się od fascynacją drukarkami 3D. Potem pojawiła się rewolucyjna myśl, że najgenialniejszą drukarką 3D na świecie jest...kobieta. Olbrzymią masę danych przetwarza w ciągu dziewięciu miesięcy, rodząc finalnie dziecko. Nie wiem, czy panie są zachwycone tym porównaniem, ale Riccardo chciał pokazać fenomen, jakiego człowiek jeszcze nie rozgryzł. Ogrom danych, jakie stoją za ludzkim istnieniem i możliwości ich zrozumienia to ciągle wyzwanie. Na scenę wjechało 175 opasłych tomów zapisanych maczkiem i zawierających wszystkie informacje zakodowane w ludzkim genomie. Są to dane konkretnej osoby, Craiga Ventera, który jako pierwszy naukowiec na świecie dokonał zapisu sekwencji swojego własnego genomu. Z tych 175 tomów człowiek „rozgryzł” dopiero zawartość czterech. Reszta to ciągle zagadka. Niemniej jednak, Sabattini pracuje w zespole, któremu udało się nauczyć maszynę odczytywania z próbki krwi informacji pozwalającej określać min. wiek człowieka, wzrost, kolor oczu, a nawet narysować przewidywalną twarz. Podobieństwo twarzy narysowanych przez komputer do osób, których krew była badana, było wyraźne. Sabatini zademonstrował to również, pokazując wynik badania własnej próbki krwi.

Riccardo jest przekonany, że udało się nam złamać szyfr życia. Już za chwilę wszystko będziemy wiedzieli i mogli. Bardzo ważne – według niego – jest to, by już teraz zdecydować, co będziemy chcieli z tą wiedzą zrobić. Trzeba podjąć odpowiednie decyzje, żeby nie dostała się w niepowołane ręce. Chris Anderson, szef TED, starał się te wątpliwości jeszcze pogłębić, pytając po wystąpieniu, czy w przyszłości będziemy mogli sobie wybrać z trzech dostępnych opcji człowieka tę jedną, która będzie nam odpowiadała. Riccardo odpowiadał misyjnie i emocjonalnie, powtarzając przekonanie o epokowym odkryciu, które trzeba wyposażyć w odpowiedzialność człowieka.

Tak, to jest przełomowe, że potrafimy odczytać i zrozumieć trochę ponad 2% informacji kodu genomu, ale osobiście jestem przekonany, że nawet jeśli dojdziemy do 70%, to nic się nie zmieni w kondycji człowieka, w jego relacjach z innymi, w komunikacji i rozumieniu drugiego. Ta wiedza nie powstrzyma toczących się wojen i tego wszystkiego, czego człowiek wstydzi się przed samym sobą…

Dan Pallotta

...i o tym właśnie mówił Pallota. Pociągnął wątek tego, jak bardzo człowiek pozostaje w tyle za ogromnym rozwojem technologii, jak bardzo rozmija się to, co wie i rozumie z tym, co poznaje sercem. Mówił z przekonaniem, wspierał się cytatami z Thomasa Mertona. Do mnie docierał. Udało mu się nie przekroczyć, moim zdaniem, cienkiej linii emocjonalnego przeciągania na swoją stronę, o co nie trudno przy takich tematach.

Shonda Rhimes

Amerykańska scenarzystka, producentka filmowa oraz reżyserka. Kobieta z dużą charyzmą i mocą, zdobywczyni wielu nagród, nominowana parokrotnie do Emmy Awards. Wystąpienie można streścić jednym zdaniem - zatrzymaj się i zadaj sobie pytanie. Czym żyjesz? Jaki ma sens to, co robisz? Czy napędza cię życie, czy praca? Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o....miłość. Ujmujący był sposób, w jaki o tym mówiła. Zabawa słowem, bawienie się odcieniami znaczeń. Momentami było to jak recytacja białego wiersza, wystrzeliwanie z siebie potoku słów. Było to sugestywne, zwłaszcza gdy opisywała swoją pracę, ogrom wyzwań, zachłystywanie się pomysłami, tworzeniem, wsłuchiwaniem się w ciągle brzmiącą w niej muzykę, wenę, którą… w pewnym momencie nagle traci. Robi to samo, tyle samo, ale już nie ma w niej pewności, że to, co robi ma sens. Ten sens przywracają jej dzieci, najmłodsza córeczka, która nagle zaprasza ją do zabawy, zwracając się do niej inaczej niż zwykle, bo wyrosła z dziecięcego przyzwyczajenia mówienia do wszystkich „kochanie”. Shonda nie zauważyła, kiedy jej córka przestała tak mówić. Umknęło jej to, co powinno być najważniejsze.

Piętnaście minut zabawy z dziećmi, piętnaście minut zatrzymania się i oddania temu, co kochamy. Piętnaście minut, by przywrócić odpowiednią perspektywę patrzenia na życie. To bardzo ważna myśl...

AR Rahman i Bill T. Jones

Ten element TED, artystyczne występy, pominę milczeniem. Mogłoby ich nie być. Rahman grał i śpiewał, ale to nie moja bajka. Kolegi, który był ze mną w kinie też nie – jak mówił mi w trakcie pogaduchy, jaką zaproponował wszystkim Chris Anderson (zwracając się bezpośrednio do widzów „pogadajcie chwilę z osobą obok, wymieńcie się refleksjami”).

Gdy zaczął tańczyć Bill T. Jones, znany tancerz, choreograf i reżyser i trwało to bardzo, bardzo długo, to zacząłem się zastanawiać, czy król jest nagi, czy ja jestem w jakiejś artystycznej zapaści? Nie będę tego rozstrzygał, bo może jednak powinienem więcej czasu poświęcić na rozwój swojego smaku artystycznego, a tego czasu ciągle mało… :)

TED Marzenie..

Dobrze, że poszliśmy na tego TED-a… Odbrązowił się trochę, ale nie stracił dla mnie niczego ze swojej inspiracyjnej aury i mocy. TED Marzeń....Dla mnie to takie trochę marzenie...wystąpić na tym czerwonym dywaniku... Byłby czad…

xNapisz do autora Polub nas na Facebooku

Tagi

Komentarze

Dodaj komentarz:

Twój nick:  
Wyślij

Trzymam kciuki, aby marzenie się spełniło :)

xKatarzyna, 2016-03-03 13:46:48

Napisz do autora

×
Podaj temat wiadomości
Podaj prawidłowy adres email
Wpisz treść wiadomości
Dziękujemy. Twoja wiadomość została wysłana.
Anuluj × Wyślij
x x x